Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageŚmigłowiec ratowniczy z lotniska w gdańskim Rębiechowie potrzebuje 25 minut na dotarcie do Słupska. W tym czasie strażacy muszą przygotować miejsce dla jego lądowania.

Istniejący w naszym kraju system ratowniczo-gaśniczy konsoliduje jednostki zawodowej straży pożarnej i jednostki OSP. W Słupsku w jego skład wchodzą wszystkie trzy jednostki zawodowe oraz 20 jednostek OSP z powiatu słupskiego.

W tym elitarnym gronie najlepszych i najbardziej zaufanych strażackich jednostek nie znajdzie się każda remiza ochotnicza. Podstawowym wymaganiem jest m.in. dysponowanie odpowiedniej klasy wozem bojowym.

System ratowniczo-gaśniczy wspomaga się także ratowniczymi helikopterami. Region słupski obsługuje śmigłowiec z lotniska w gdańskim Rębiechowie.

– W tym roku dwa razy organizowaliśmy już jego lądowanie na lotnisku w Redzikowie – mówi Grzegorz Ferlin, zastępca komendanta straży pożarnej w Słupsku.

– Takie akcje mieliśmy trzeciego marca i trzeciego maja. W obydwu sytuacjach śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przyleciał po chorych z naszego szpitala. 

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageRok temu trudny egzamin zdawały wszystkie podkarpackie służby ratownicze. W pełnej gotowości czekały też szpitalne oddziały ratownictwa. Po wielu latach starań jeden z nich- zyskał zupełnie nowe oblicze. Super nowoczesny sprzęt i więcej miejsc dla pacjentów. Lekarze szpitala Wojewódzkiego w Krośnie- odetchnęli z ulgą - bo ich odział ratunkowy spełnia teraz najbardziej ostre wymagania.

Szpitalny Oddział Ratownictwa przebudowywano i wyposażano w trakcie normalnej pracy, czyli pełnienia ostrych dyżurów medycznych. Teraz jest nowoczesny i stwarza zupełnie nowe możliwości.
Zmieniły się warunki i wyposażenie. Sale operacyjne przygotowane są do przyjęcia kilku uczestników wypadków drogowych w stanie zagrożenia życia.

Szpital ma teraz także nowy podjazd dla karetek oraz sień chroniącą przed złymi warunkami pogodowymi. Ta część modernizacji szpitala kosztowała ponad 10 milionów złotych.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Image25 tysięcy Misiów Ratowników dostały służby ratownicze z całej Polski. Maskotki trafią do dzieci poszkodowanych w wypadkach.

Przez 11 lat prowadzenia akcji Stowarzyszenie Misie Ratują Dzieci przekazało już ponad 100 tysięcy misiów. Jak mówi dyrektor stowarzyszenia Jakub Leszczyński, misie pomagają dzieciom przetrwać trudną sytuację. Mają też zapobiegać rozwojowi syndromu posttraumatycznego i być namiastką ciepła rodzinnego i normalności.

Marek Niemirski z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Warszawie potwierdza, że dzieci pozytywnie reagują na Misiów Ratowników: – Przy wypadkach dziecko jest w wielkim stresie i szoku, wszyscy się wokół niego kręcą i coś od niego chcą – zmierzyć ciśnienie czy wkłuć się do żyły. Wtedy dajemy dziecku takiego misia i częściowo odwracamy jego uwagę od tego, co się dzieje wokół. Dzięki temu sami też możemy wykonać to, co do nas należy.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageBardzo dużym sukcesem zakończyły się dla dwóch drużyn z powiatu mieleckiego VI Mistrzostwa Śląska w Ratownictwie Medycznym Jura 2011. Zespół z podstacji w Radomyślu Wielkim zajął czwarte  miejsce, a z Mielca – piąte. Ratownicy rywalizowali z dwudziestoma ekipami z całej Polski.

    W skład drużyny z Mielca weszli: Dominik Fryc, Krzysztof Cudo i Kamil Rzeszutek, natomiast ekipy z Radomyśla: Mateusz Wszół, Jarosław Barwacz i Paweł Dąbroś. – Zadania były ciekawe, zróżnicowane, ratownicy sprawdzali się w jaskiniach, w górach, ale również w sytuacjach, z jakimi mogą się zetknąć w każdej chwili. Byłem pod wrażeniem ich przytomności umysłu i kreatywności – chwali dyrektor Zbigniew Bober, który przyglądał się zmaganiom.

    Mateusz Wszół, ratownik medyczny z Radomyśla, jest zadowolony z występu, ale nie kryje, że nie zamierza się zadowolić wysokim, czwartym miejscem. – Takie zawody na pewno podbudowują, bo pokazują, jak wiele już potrafimy, w jak trudnych sytuacjach umiemy się odnaleźć, ale przecież pokazują też, co można poprawić. W naszym przypadku na pewno byłoby to działanie w zespole, którego nie uczy żadna książka – podkreśla ratownik. - Trzeba to zwyczajnie wyćwiczyć, wypraktykować, a sprawne i skuteczne współdziałanie to w zasadzie podstawa tak sukcesu na zawodach, jak i potem, w pracy. Poza tym ważne jest również, aby umieć sprawnie się komunikować z innymi służbami. Te zawody pokazały nam jak wygląda akcja z udziałem pogotowia lotniczego czy górskiego, bo w pewnych warunkach, tych naprawdę ekstremalnych, bez tego rodzaju pomocy byłoby naprawdę ciężko.

Ratownicy z Mielca
Fot.Drużyna mieleckiego pogotowia od lewej:
Krzysztof Cudo, Dominik Fryc, dyrektor Zbigniew Bober, Kamil Rzeszutek.
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageBieszczadzka grupa Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, podobnie jak w poprzednim roku, zrezygnowała z sezonowej placówki na Tarnicy, najwyższym szczycie polskich Bieszczad - poinformował naczelnik bieszczadzkiego GOPR, Grzegorz Chudzik.

- Postanowiliśmy utrzymać ubiegłoroczną decyzje o zawieszeniu w sezonie letnim działalność wakacyjnej placówki GOPR na Tarnicy - poinformował Chudzik. Decyzja była podyktowana analizą liczby wypadków w tym rejonie Bieszczadów oraz lepszym wyposażeniem ratowników w środki transportu i łączności. - Poprawiło to naszą mobilność, do potrzebujących pomocy możemy równie szybko dotrzeć z innych miejsc - wyjaśnił naczelnik. Dodał, że wpływ na decyzję miały też koszty związane z utrzymaniem placówki na Tarnicy.

Więcej: wprost.pl

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account