Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Portal Rynekzdrowia.pl odniósł się do serialu, który w swoich pierwotnych założeniach miał głównie opowiadać o codziennej pracy ratowników medycznych. W naszym portalu po emisji pierwszych odcinków również posypały się negatywne komentarze na temat tej produkcji. Pierwszy odcinek serialu medycznego ''Na sygnale'' pokazano 12 lutego w TVP2. Obejrzało go 3,6 mln widzów, czyli co czwarty Polak siedzący tego wieczoru przed telewizorem. W czasie, gdy TVP2 chwaliła się, że tak wysoka oglądalność dała jej ''pierwszeństwo wśród wszystkich polskich stacji'', ratownicy zakładali na Facebooku profil: Organizacja na rzecz usunięcia serialu ''Na sygnale'' z ramówki telewizji.

Profil ma obecnie blisko 5 tys. fanów, a posty umieszczone na nim widziało ponad 200 tys. osób. Po każdym odcinku na profilu sypią się komentarze, a właściwie gromy na temat sposobu pokazywania ratowników.

''Na sygnale'' to nowy serial twórców serialu ''Na dobre i złe'', który - jak podaje TVP2 - pokazuje pracę ratowników medycznych. ''Czwórka bohaterów, czyli załoga karetki reanimacyjnej: Wiktor, Piotr Martyna i Adam, w każdym odcinku otrzymuje wezwanie do osób znajdujących się w sytuacji zagrażającej ich życiu lub zdrowiu'' - czytamy w materiałach promocyjnych.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Jak informuje portal fakty.interia.pl, Wielka Orkiestra Świątecznej pomocy zorganizowała w Warszawie konferencję szkoleniową dla dyspozytorów karetek. Ma to związek z wchodzącymi od 1 lipca zmianami w procedurach przyjmowania wezwań i wysyłania zespołów ratownictwa medycznego. Dyspozytorzy będą musieli teraz korzystać ze specjalnych algorytmów przy ocenie stanu pacjenta.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy była jednym z inicjatorów zmian w prawie. Przygotowała też własne algorytmy.

"Na dzisiejszej konferencji uczymy dyspozytorów korzystania z nich. Nasze zaproszenie przyjęło 70 stacji, a w całym kraju jest ich około 120-tu. Oprócz szkoleń jest też szansa posłuchania o funkcjonowaniu całego systemu w innych państwach świata" - mówi Informacyjnej Agencji Radiowej szef WOŚP, Jurek Owsiak.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Nie znoszą szybkiej jazdy i parkowania. Bombę, czyli sygnał dźwiękowy, włączają tylko w ostateczności. Większość kierowców łódzkiego pogotowia przyznaje, że za kierownicą wartych 300 tys. zł karetek znalazła się przypadkiem
Akademia Jazdy "Opel" na lotnisku Bemowo. Blaszany pawilon, w którym prowadzone są egzaminy na prawo jazdy, salka ze szkolnymi ławkami. Siedzi w nich kilkunastu facetów. Średnia wieku około czterdziestki. To kierowcy łódzkiego pogotowia. Przyjechali na szkolenie z bezpiecznej jazdy.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Jest nieduży. Przypomina laptop albo niewielką walizeczkę. Waży zaledwie 4-5 kilogramów, a może uratować życie. To defibrylator. W Białymstoku tylko centra handlowe Auchan mają te urządzenia. Mimo to od kilku lat nikt z nich nie skorzystał.
Szacuje się, że w Polsce z przyczyn związanych z nieprawidłowym działaniem serca umiera ponad 160 tys. osób rocznie. Większość to ofiary nagłego zatrzymania krążenia, często mylonego z zawałem.


Nagłe zatrzymanie krążenia to stan, w którym serce przestaje pracować w prawidłowy sposób, czego wynikiem jest ustanie krążenia krwi oraz niedotlenienie organizmu człowieka. W następstwie czego po upływie około czterech minut dochodzi do nieodwracalnych zmian w centralnym układzie nerwowym. To może zdarzyć się każdemu bez względu na wiek, płeć, stan zdrowia czy styl życia i to zarówno w pracy, w autobusie, jak i na dworcu.

- Dlatego tak ważne było to, że w białostockich supermarketach pojawiły się defibrylatory. Jednak do tej pory nic mi nie wiadomo, aby którykolwiek został użyty. A gdyby tak było, to na pewno wiedziałbym o tym - powiedział Bogdan Kalicki, dyrektor wojewódzkiej stacji pogotowia ratunkowego w Białymstoku. - Albo nie było takich przypadków, albo ludzie po prostu bali się użyć defibrylatora.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Coraz więcej warszawskich taksówkarzy to ratownicy medyczni. To oni często są pierwsi na miejscu wypadku.Arek, taksówkarz z korporacji Ele Taxi, emocjonalnie opisuje wypadek na ul. Marszałkowskiej: – Mercedes A, silnik w kabinie pasażerskiej. Policja bada jedną z dziewczyn poszkodowanych w wypadku na zawartość alkoholu, ma ona ranę na czole, druga kobieta szwęda się z rozbitą głową w okolicach parku, nie kontaktuje.

– Nawrzeszczałem na policjantów, założyłem kołnierze ortopedyczne i opatrunki na głowy poszkodowanych. Jeden z funkcjonariuszy wezwał w końcu pogotowie. Potem skwitował, że nikt go nie uczył pomocy rannym – wspomina taksówkarz.

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account