Kolejne niepokojące wydarzenia w szpitalu w Opatowie. Lekarz kłócił się z dyspozytorem pogotowia o to, kto ma przetransportować kobietę w bliźniaczej ciąży do kliniki w Lublinie. Zaraz po tym pacjentka zaczęła rodzić. Po serii podobnych zdarzeń interweniowała wojewoda.
- Całe szczęście, że nie doszło do tragedii - podkreśla Marta Solnica, dyrektorka Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego w Kielcach.
Dwa tygodnie temu po godzinie 5 rano do dyspozytora pogotowia zadzwonił lekarz pracujący w szpitalu w Opatowie. - Zażądał przesłania karetki z lekarzem, bo ciężarną kobietę trzeba przewieźć z Opatowa do szpitala w Lublinie. Pan doktor straszył nas wojewodą i TVN - opowiada Solnica. Kobieta była w ciąży, lada moment miała urodzić bliźniaki. Kiedy karetka specjalistyczna przyjechała do Opatowa, poród już się zaczął. Kobieta była już na sali operacyjnej, miała przeprowadzane cesarskie cięcie. - Gdybyśmy przyjechali wcześniej, do porodu mogłoby dojść w karetce. To ciąża bliźniacza, różnie mogło się to skończyć - podkreśla Solnica.
Okazuje się też, że pogotowie nie miało obowiązku zapewnić transportu tej pacjentce. - Poród nawet w przypadku ciąży bliźniaczej jest stanem fizjologicznym i nie zagraża życiu pacjentki. W takim przypadku obowiązkiem szpitala jest zapewnienie transportu na specjalistyczny oddział - informuje Marek Tombarkiewicz, dyrektor szpitala w Staszowie i konsultant wojewódzki z ratownictwa medycznego.
Więcej: kielce.gazeta.pl

Komentarze