Karetka nie zabrała rodzącej kobiety do szpitala, bo ratownik "stracił głowę". Dziecko zmarło, sprawą zajmuje się prokuratura w Skierniewicach.
- Dlaczego od razu nie zabrali Doroty do szpitala, dlaczego stracono tyle cennych minut… Kubuś mógł żyć - mówi łamiącym się głosem 28-letni Kamil Jóźwiak, mieszkaniec niewielkiej wsi pod Bolimowem w powiecie skierniewickim - czytamy w serwisie Dzienniklodzki.pl
Będąca w 8 miesiącu ciąży pani Dorota, w sierpniową noc z niedzieli na poniedziałek poczuła się źle. Gdy zaczęły odchodzić wody, Kamil Jóźwiak zadzwonił pod numer alarmowy 112, a policjant przekierował zgłoszenie do dyspozytorki karetek pogotowia w Łodzi.
- Pani przyjęła zgłoszenie i powiedziała, że karetka już wyjeżdża ze Skierniewic.
W tym czasie żona zaczęła krwawić. Gdy po około 25 minutach karetka przyjechała, podłoga była czerwona. Ratownicy zobaczyli tyle krwi, przestraszyli się i wezwali drugi ambulans specjalistyczny, z lekarzem - relacjonuje pan Kamil.
Jak się potem okazało, była to decyzja tragiczna w skutkach, bo doszło do wczesnego odklejenia się łożyska.
Rodząca kobieta powinna trafić do szpitala jak najszybciej, tymczasem musiała czekać kolejne pół godziny na przyjazd drugiej karetki.
Przybyły lekarz bez zwłoki podjął decyzję o transporcie do szpitala, gdzie poród odbył się w wyniku cesarskiego cięcia. Mimo reanimacji, noworodek zmarł tuż po urodzeniu. Bogusław Tyka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, przyznaje, że decyzja pierwszego zespołu była zła.
- To błąd ze strony ratowników, powinni kobietę natychmiast wieźć do szpitala. Dlaczego tego nie zrobili? Prawdopodobnie się bali, że w czasie transportu nastąpi pogorszenie jej stanu. Przyjechali do porodu, a znaleźli w łazience zakrwawioną pacjentkę w ciężkim stanie. Podjąłem decyzję o natychmiastowym rozwiązaniu umowy o pracę z kierownikiem tego zespołu ratowniczego. Po naszych przykrych doświadczeniach z początku tego roku mamy dodatkowy system szkoleń i egzaminów, ale zawiódł człowiek, podejmujący decyzję w trudnych sytuacjach - mówi Tyka.
Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi powiadomił o zdarzeniu prokuraturę, podobnie zrobił ojciec zmarłego dziecka.
- Prowadzimy w tej sprawie postępowanie, została przeprowadzona sekcja zwłok i czekamy na opinię biegłego - informuje Lidia Zarzycka-Rzepka, prokurator rejonowy w Skierniewicach. - To dziwne, że karetka nie zapewniła rodzącej kobiecie transportu do szpitala, tylko ratownicy wezwali drugi zespół.
Źródło: dzienniklodzki.pl

Komentarze
Macica jest doskonale ukrwiona, zatem krwawienie z naczyń macicy i łożyska powoduje intensywne krwawienie, co stanowi poważne zagrożenie dla matki i płodu.
Myślę, że w momencie kiedy zespół dotarł na miejsce, pacjentka była u "progu" wstrząsu hipowolemiczneg o, a dziecko poważnie niedotlenione, może nawet z nieodwracalnymi zmianami w mózgu.
No cóż, tak bywa, nikt nie powiedział, że będzie lekko.
Oświeć nas zatem...
Cytat:A jaki to lek?
Cytat:Rozumiem, że od podania owego tajemniczego leku karetka zaczęłaby szybciej jechać...
Cytat:Nie zrobił nic...
Tak samo jak ty... Pacjenta w wstrząsie kardiogennym transportujesz karetka P ?
Owszem, zdarzało mi się nie jeden raz. Ale stwierdzenie, że kobieta, u której doszło do masywnego krwotoku z powodu przedwczesnego odklejenia łożyska była we wstrząsie kardiogennym... Czy to wymaga komentarza?
W mojej karetce P mam wszystko, co byłoby mi potrzebne w takim przypadku. Rozumiem, że Ty należysz do grupy wirtuozów ratownictwa medycznego, która leczy wstrząsy hipowolemiczne spowodowane masywnymi krwotokami aminami presyjnymi. Gratuluję!!!