Biurokraci mogą kompletnie sparaliżować działalność ochotniczych straży pożarnych. Nie będzie miał kto gasić pożarów.
- Niewykluczone, że już wkrótce druhowie nie będą mogli wyjeżdżać do pożarów - alarmuje Edward Siarka, prezes Zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w Małopolsce, a zarazem poseł Solidarnej Polski.
Przyczyną kłopotów stała się po raz kolejny biurokracja. Chodzi o strażaków ochotników, którzy w czasie akcji zasiadają za kierownicą wozów bojowych. Dotąd do poprowadzenia samochodu wystarczyło odpowiedniej kategorii prawo jazdy, zaopatrzone w wydawaną przez wydział komunikacji starostwa tzw. "wkładkę". Zdobycie uprawnień nie nastręczało poważniejszych problemów. - Wystarczyło przejść badania psychotechniczne i odpowiedzieć na kilka bardzo prostych pytań - przypomina Jacek Klinowski, kierujący Miejsko-Gminnym Zarządem OSP w Rabce.
Zgodnie z zapisami przyjętej przez Sejm w listopadzie ubiegłego roku "Ustawy o kierujących pojazdami", każdy kierowca wozu strażackiego jadącego na akcję musi posiadać specjalne przeszkolenie do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych, dokładnie takie samo, jakie jest wymagane w wypadku innych całkowicie profesjonalnych służb: policji, czy Państwowej Straży Pożarnej.
- Tak właściwie to przepisy ustawy obowiązują. Gdyby ktoś chciał je stosować bardzo restrykcyjnie, to już dziś do akcji nie mógłby wyjechać ani jeden wóz pożarniczy OSP. Doszłoby do katastrofy. Paraliżu na razie nie ma tylko dlatego, że do aktu prawnego wciąż nie ma rozporządzeń wykonawczych - podkreśla poseł Siarka. Zaznacza jednocześnie, że nowy przepis dla większości służb przewiduje dość długi okres przejściowy. Policja czy Państwowa Straż Pożarna ma na przeszkolenie swych kierowców czas do 2016 roku. Tymczasem kierujący wozami OSP i karetkami pogotowia powinni posiadać uprawnienia już dziś.
- Zrobił się straszny bałagan. Nikt nie potrafi powiedzieć, jaki będzie tryb i zakres szkoleń. Mówi się, że zdobycie uprawnień będzie się wiązało z wysłuchaniem ponad 100 godzin wykładów i zdaniem egzaminu. Kierowców miałyby szkolić 2 ośrodki w Polsce. Do tego koszt takiego kursu wyniósłby ok. 2 tys. zł. Jeśli weźmie się pod uwagę, że na terenie powiatu nowotarskiego działają 102 jednostki OSP, a każda z nich ma 3-4 kierowców - to łatwo sobie obliczyć, o jakie pieniądze chodzi. Trzeba też dodać, że koszty obciążą samorządy - zaznacza Edward Siarka. Przytacza wyliczenia, z których wynika, że wielka akcja szkolenia kierowców OSP może w skali całego kraju pochłonąć dziesiątki milionów złotych.
Jacek Klinowski nie znajduje żadnego uzasadnienia dla zapisów nowej ustawy. - Przecież kierowcy samochodów pożarniczych są zobowiązani do przestrzegania tych samych przepisów, jakie obowiązują wszystkich użytkowników ruchu. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przynajmniej na naszym terenie nie doszło do choćby jednego wypadku z udziałem samochodu pożarniczego OSP, który jechał do akcji - przypomina. - Kierowcy w OSP to są zwykle profesjonaliści, którzy zarabiają na życie, jeżdżąc ogromnymi ciężarówkami. Jak wytłumaczyć racjonalnie, że z dnia na dzień tacy zawodowcy nie nadają się już do prowadzenia wozów strażackich? - pyta retorycznie.
- Dla OSP kwestia pozyskania do służby kierowców o wymaganych kwalifikacjach to od lat problem numer jeden. Nieraz się już zdarzało, że wóz pozostawał w remizie, bo nie miał kto usiąść za kierownicą. Tymczasem ustawodawca rzuca strażakom kolejne kłody pod nogi - podkreśla Edward Siarka. Przypomina, że sprawa uprawnień dla kierowców to nie jedyne biurokratyczne kuriozum, które utrudnia normalne funkcjonowanie OSP. Kolejnym jest choćby nowe rozporządzenie ministra zdrowia, które zakazuje większości druhów doskonalenia się z zakresu... udzielania pierwszej pomocy. Minister zdrowia przygotował przepis, który mówi wprost, że w szkoleniach z zakresu pierwszej pomocy mogą brać udział jedynie strażacy z nielicznych jednostek wchodzących w skład Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
Czy jest jakaś nadzieja na "odkręcenie" niekorzystnych zapisów? Poseł Siarka przypomina, że za sprawą interwencji parlamentarzystów ustawa została skierowana do komisji spraw wewnętrznych, która przygotowuje nowelizację. - Jest pewna szansa, że kierowcy ochotniczych straży pożarnych unikną obowiązkowego szkolenia - zaznacza parlamentarzysta z Podhala.
Źródło: tygodnikpodhalanski.pl

Komentarze