Zarząd Województwa odwołał szefa pogotowia Bogusława Tykę, bo nagle utracił do niego zaufanie. Tylko że Tyka nie zasłużył na dymisję, a na medal!
To była głośna sprawa. W sierpniu 2008 roku ówczesny szef MON Bohdan Klich dał srebrny medal za zasługi dla obronności pilotowi kpt. Grzegorzowi Pietruczukowi, który nie wykonał rozkazu prezydenta Kaczyńskiego. Przypomnijmy. Kiedy wybuchła wojna w Gruzji, Lech Kaczyński chciał polecieć do jej stolicy, by pokazać wsparcie dla prezydenta Micheila Saakaszwilego. Jego samolot musiałby przelecieć przez teren zbrojnego konfliktu i wylądować na lotnisku, które było bombardowane. Kapitan Pietruczuk odmówił prezydentowi, bo uznał, że lecąc, złamałby procedury. I właśnie za "przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności" minister Klich odznaczył go medalem.
Nie zawsze przestrzeganie procedur spotyka się z uznaniem i nagrodami. We wtorek przekonał się o tym wieloletni dyrektor łódzkiego pogotowia Bogusław Tyka, który nagle został odwołany z zajmowanego od 12 lat stanowiska.
To była zaskoczenie nie tylko dla niego. Bo zasług Tyce trudno odmówić. W październiku 2001 roku przyszedł do pogotowia i zrobił porządek z "łowcami skór". To on doniósł organom ścigania o przestępczym procederze, a później wszystkich, którzy brali w nim udział, pozwalniał z pracy. A później zadbał, by pogotowie sprawnie funkcjonowało i nie przynosiło strat.
Nagła dymisja dyrektora to reakcja na tragedię, która wydarzyła się w skierniewickim szpitalu: Żeby przewieźć pacjentkę z jednego oddziału na drugi, odległy o zaledwie 100 metrów, lekarze ściągnęli karetkę aż z Łodzi, choć kilka przecznic od szpitala stacjonują karetki ratunkowe podlegające dyrektorowi Tyce.
Wysłania jednej z nich odmówił jednak dyspozytor Centrum Powiadamiania Ratunkowego WRSM, a więc podwładny Tyki. Tłumaczył, że nie może tego zrobić, bo nie pozwalają mu na to przepisy o ratownictwie medycznym. Miał rację - pacjentka była pod profesjonalną opieką lekarską. Karetki działające w systemie ratownictwa mają pomagać ofiarom wypadków i ludziom, którzy nagle zachorują. Gdyby ambulans pojechał do szpitala, a w tym czasie wydarzył się wypadek, dyspozytor i pogotowie byliby winni nieudzielenia pomocy.
Dyspozytor przestrzegał procedur. Pewnie dlatego, że wymagał tego od niego dyrektor. Obydwaj zasłużyli na nagrodę. Dlaczego jej nie dostali? Mieli pecha. 89-letnia pacjenta zmarła. Na razie nikt nie udowodnił, że do śmierci przyczyniły się kłopoty z transportem.
Ale dwa tygodnie wcześniej skierniewickie (a więc podlegające wojewódzkiej stacji w Łodzi) pogotowie dało plamę, o której było głośno w całej Polsce. Do gorączkującej powyżej 41 stopni 2,5-letniej Dominiki nie chciało przyjechać pogotowie. Dziewczynka zmarła.
Kolejna afera w Skierniewicach zainteresowała media, a także ministra zdrowia. Niewykluczone, że również premiera, bo o sprawie Dominiki Donald Tusk wypowiadał się w mediach.
Wiadomo, że we wtorek na dywaniku u szefa resortu zdrowia wylądowały osoby, które miały związek z aferą transportową: m.in. dyrekcja skierniewickiego szpitala i marszałek województwa Witold Stępień, któremu podlegają szpital i pogotowie. Jeszcze tego samego dnia Zarząd Województwa ogłosił, że podjął uchwałę o odwołaniu Tyki, jako "odpowiedzialnego za funkcjonowanie ratownictwa medycznego m.in. na terenie powiatu skierniewickiego".
Powodów nie podano.
- Powodem była utrata zaufania do dyrektora Tyki - ucina Tomasz Włodkowski z biura prasowego urzędu marszałkowskiego. Dodaje, że w sprawie karetkowej afery kontrolę prowadzi Urząd Wojewódzki w Łodzi.
Więcej: lodz.gazeta.pl

Komentarze
Ta decyzja wyjdzie WSRM na dobre o ile nie powołają na to stanowisko kretyna.
Co do Skierniewic to może jednak powinniśmy zastanowić się na procedurami.
Natomiast dyrektor Tyka swoje za uszami ma i daleki bym był od takiego bezkrytycznego wychwalania go.