Po wprowadzeniu systemu segregacji pacjentów, tzw. triażu, szybkość udzielenia pomocy w szpitalnym oddziale ratunkowych zależy od stanu zdrowia, a nie kolejności zgłoszenia. Spowodowało to, że do SOR zgłasza się więcej osób faktycznie potrzebujących pilnej interwencji.
Segregacja dokonywana jest w specjalnie do tego przeznaczonym pokoju, w którym pielęgniarka i ratownik monitorują czynności życiowe, dokonywany jest pomiar temperatury, saturacja, przeprowadzane jest badanie EKG. W tym miejscu dochodzi do segregacji, choć stan zdrowia wszystkich osób zgłaszających się do SOR jest monitorowany i w zależności od sytuacji wstępna kwalifikacja może w każdej chwili zostać zweryfikowana.
Przed wdrożeniem systemu oznakowania do SOR zgłaszało się lub było przywożonych około 160-200 osób dziennie. Obecnie liczba ta wynosi około 250. Trafiają do nas pacjenci z udarami, zaburzeniami kardiologicznymi, choć nie prowadzimy procedur kardiologii inwazyjnej.
Pacjenci transportowani są drogą lotniczą, karetkami albo przywozi ich rodzina. Udało nam się ograniczyć stratę szpitalnego oddziału ratunkowego, choć w dalszym ciągu ta część szpitala wraz z oddziałem intensywnej opieki medycznej pozostają najdroższymi komórkami w placówce. Miesięcznie przyjmujemy na SOR około 7,5 tys pacjentów, w tym dzieci, u których diagnostyka jest najdroższa. Oddział zabezpiecza świadczenia dla ciężko chorych pacjentów i takie jest jego przeznaczenie. System triażu, czyli oznakowanie pacjentów w zależności od tego, jak szybko wymagają pomocy oraz jaki jest ich stan zdrowia, zdaje egzamin.
Źródło: medicalnet.pl

Komentarze
Chodzi o to, że wcześniej było 160-200 pacjentów dziennie, teraz jest 250. Każdy chce być poSORtowany