Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Był oczywiście tort, świeczki, prezenty... oraz dwa ogromne (bo ważące ponad 450 kg) ratownicze motocykle. Wjechały na oddział VIII Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu z okazji jedenastych urodzin chorego Patryka Budzenia.

Chłopiec pasjonuje się motorami. I szczęście, że trafił na prof. Mikołaja Spodaryka, który ma takie samo hobby. W trakcie badania lub konsultacji medycznej lekarz i pacjent dyskutowali ze sobą, wymieniali się ciekawostkami o motocyklach. Po jednej z takich wizyt Spodaryk już wiedział, co Patryk dostanie od niego na urodziny.

Gdy doktor już wszystko przemyślał, zadzwonił do przyjaciela Roberta Wolnego, biznesmena i ratownika z fundacji R2 (w ramach wolontariatu prowadzą motorowe i rowerowe pogotowie).
- Mikołaj o godz. 3 w nocy powiedział mi, że ma pomysł. Rano już pucowałem motor. Przecież na salę szpitalną musi wjechać czysty, sterylny sprzęt! - wspomina Robert.
Drugi motor przywiózł do Prokocimia Jan Harasiewicz, drugi ratownik z R2. Akurat skończył nocny dyżur. Zdążył jednak kupić encyklopedię o motorach.

Półtora roku temu Patrykowi nawet nie przyszłoby do głowy, że spędzi w szpitalu 18 miesięcy i pozna prof. Spodaryka. Chodził do szkoły, wariował jak każdy jego rówieśnik. - Gaduła straszny, no i ciągle te motory w głowie - mówi Magdalena Budzeń, mama chłopca. - Prosiłam, by dał z nimi spokój, bo są niebezpieczne. Skutek był odwrotny.

Nagle: rak! W brzuchu Patryka urósł guz rozmiaru głowy dorosłego człowieka. Potem pół roku trwała chemioterapia, konieczne było także przeprowadzenie aż 17 zabiegów. Siedem miesięcy Patryk spędził na intensywnej terapii, z czego pięć w śpiączce farmakologicznej. - Nikt nie dawał synowi nadziei - mówi mama Patryka. - A on mi powiedział: mamo, wyjdę ze szpitala o własnych nogach.

Kiedyś lekarz zapytał panią Magdalenę, jak się czuje Patryk po kolejnym zabiegu. Odpowiedziała, że jej dzielny kurczaczek się trzyma. - Kurczaczek? Przecież to tytan - zauważył lekarz. I to prawda. Wszyscy podkreślają, że ten mały blondynek to prawdziwy twardziel. - Ani razu nie widziałem, by płakał - zaznacza Mikołaj Spodaryk. A nie było wcale łatwo.

W piątek w swoje urodziny Patryk siedział na łóżku (na razie nie może wstawać) i dotykał motory. Szczęśliwy? - To było moje marzenie, by na urodziny zobaczyć motor - mówił chłopiec. Oczywiście marzył też o przejażdżce.

Marzył i jednocześnie bał się tych marzeń. Bo od osiemnastu miesięcy jest karmiony dożylnie. Podpięty kablami do mnóstwa worków i sprzętów, z których jego organizm dostaje niezbędne leki. Po chemii i sterydach ma problemy z kośćmi, nie może chodzić. Ale w końcu były urodziny, marzenia się spełniają. Pod kontrolą prof. Spodaryka Patryka posadzono na motor.

Euforii chłopca dopełniło także to, że po raz pierwszy od półtora roku wypił 50 ml wody i zjadł okruszek tortu. - W następnym tygodniu chyba zaczniemy podawać rosół - poinformował Spodaryk.

Źródło: krakow.naszemiasto.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Komentarze  

mattpo
+5 #1 mattpo 2011-11-12 20:18
Piękna sprawa ze strony lekarzy :) Małemu zdrowia przede wszystkim!
Zgłoś administratorowi
Ania82
+5 #2 Ania82 2011-11-14 22:17
Oby było więcej takich lekarzy.
A Patrykowi powrotu do zdrowia. :)
Zgłoś administratorowi
Agnieszkass
+3 #3 Agnieszkass 2011-11-24 13:04
Patryk, wracaj do zdrowia!Tego życzę Ci z całego serca!! Piękna historia, prawdziwy lekarz z powołnia, ale zarazem wspaniały człowiek!
Zgłoś administratorowi

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account