Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageInstruktorzy Kapap Academy Gdańsk i Kapap Academy Jaworzno - Katowice rozpoczęli w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach cykl szkoleń z samoobrony. Mogą w nim uczestniczyć ratowniczki. Szkolenia są bezpłatne.

KAPAP jest skrótem hebrajskiego zwrotu "krav panim el panim", czyli "walka twarzą w twarz". To oryginalny system walki wręcz oraz umiejętności samoobrony, zaadaptowany przez Izraelskie Siły Zbrojne, policję izraelską oraz jej jednostki specjalne i antyterrorystyczne.


- Obecnie KAPAP Academy jest zbiorem wiedzy i doświadczenia w odniesieniu do wyższego poziomu realnej samoobrony - tłumaczy Sławomir Popiołek, który od ponad 25 lat trenuje sporty walki. - Opiera się na zrozumieniu i zastosowaniu realnych scenariuszy, które wynikają z doświadczeń w najgorszych warunkach i najbardziej przerażającym otoczeniu. Siła i tężyzna fizyczna nie są najważniejsze w sytuacji, w której trenujący stają w obronie siebie lub najbliższych.

O kursach KAPAP zrobiło się głośno w Polsce w połowie ubiegłego roku.

- Panie zaczęły dopytywać się o nasze kursu samoobrony, gdy ujawnione zostało porwanie 19-letniej Iwony Wieczorek po jej wyjściu z jednej z sopockich dyskotek - przypomina Anna Polakowska, która jest pierwszą kobietą na świecie z uprawnieniami instruktora systemu walki KAPAP. - Przez trzy miesiące przygotowaliśmy się pod względem technicznym i merytorycznym do rozpoczęcia kursów samoobrony dla kobiet. Honorowy patronat nad naszą akcją "Kobieta bezpieczna" objął prezydent Miasta Gdańska. 

Ratownicy i ratowniczki pogotowia ratunkowego też są narażeni na przemoc ze strony pacjentów. Często przecież niosą pomoc również osobom zachowującym się agresywnie pod wpływem upojenia alkoholowego, środków odurzających czy chorym psychicznie. Ratowniczkom trudniej jest poradzić sobie w takich sytuacjach. Zwłaszcza w ambulansach, podczas transportu pacjenta do szpitala. Tym bardziej, że boją się także o stan jego zdrowia.
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageNie ma pieniędzy na całoroczne utrzymanie lotniczej ekipy ratunkowej w Zegrzu - twierdzi Ministerstwo Zdrowia. Samorządowcy nie ustępują. - Będziemy przekonywać, że jest niezbędna - zapowiada Roman Szewczyk, starosta koszaliński.

O śmigłowiec ratunkowy dla koszalińskiej części województwa zabiegają i samorządy, i władze województwa. Dziewięć powiatów, 52 gminy i trzy miasta (Koszalin, Kołobrzeg, a także Słupsk, bo helikopter miałby obsługiwać także okolice Słupska) składają się, by sfinansować bazę (hangar namiotowy dla samolotu i zaplecze socjalne dla załogi). W sumie potrzeba na nią 450 tys. zł. Zbiórkę i inwestycję koordynuje koszalińskie starostwo powiatowe.

Na razie pewne jest, że po dwóch latach przerwy Lotnicze Pogotowie Ratunkowe wraca na wakacyjny dyżur do Zegrza Pomorskiego. Jak już opisywaliśmy, zapadła decyzja, że zespół LPR będzie tam stacjonował od 23 czerwca do 5 września. Ale samorządowcy, marszałek i wojewoda uważają, że śmigłowiec potrzebny jest tam przez cały rok. W kwietniu wojewoda Marcin Zydorowicz zwrócił się z prośbą o to do minister zdrowia.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageSądowy nakaz meldowania się w komisariacie policji to za mało - uznał prokurator i postanowił, że Witold N., pielęgniarz z zarzutami seksualnego molestowania koleżanki nie może wrócić do pracy w pogotowiu ratunkowym.

Jak już pisaliśmy, Witold N. został aresztowany w lutym. Zarzucono mu próbę doprowadzenia siłą koleżanki z pracy do obcowania płciowego (za taki czyn grozi do ośmiu lat więzienia). Pod koniec marca na wniosek prokuratury sąd rejonowy przedłużył areszt Witoldowi N. Na to postanowienie zażalili się jego obrońcy. 5 maja sąd okręgowy uznał, że nie ma dalszej potrzeby trzymania mężczyzny za kratkami, i zamienił areszt na dozór policyjny. Decyzja jest prawomocna. Oznacza, że - zdaniem sądu - Witold N. po wyjściu na wolność może wrócić do pracy w pogotowiu ratunkowym.

Dzień po czwartkowym posiedzeniu sądu prokurator prowadzący śledztwo uznał jednak za niewskazane, by Witold N. wykonywał wciąż zawód pielęgniarza. Wydał stosowną decyzję i już w piątek dyrekcja częstochowskiego pogotowia została poinformowana o prokuratorskim zakazie przyjęcia Witolda N. z powrotem do pracy.

- Choć w głównym wątku śledztwo jest praktycznie ukończone, to nadal do przesłuchania zostało nam kilkunastu pracowników stacji. Nadal badany jest wątek innych zachowań podejrzanego. Istniała obawa, że będzie on próbował docierać do świadków i dokumentacji medycznej - uzasadnia prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
ImageBieruńscy policjanci ustalili i zatrzymali 21 – letniego podpalacza, którym okazał się być strażak ochotnik. Mężczyzna podejrzany jest o 5 podpaleń budynków gospodarczych w miejscowości Bojszowy. Straty powstałe w wyniku tego procederu przekroczyły kilkaset tysięcy złotych. Podejrzanemu grozi nawet do 5 lat więzienia.

Dzięki doświadczeniu i determinacji w ręce kryminalnych wpadł wczoraj 21-letni mężczyzna, który podpalał zabudowania gospodarcze w miejscowości Bojszowy. Jak ustalili śledczy, do pierwszego podpalenia doszło blisko pół roku temu. Z ustaleń natomiast wynika, że piroman podpalił jeszcze 4 inne gospodarstwa.

W wyniku działalności podpalacza, poszkodowani ponieśli kilkusettysięczne straty. Mężczyzna dodatkowo naraził na koszty służby ratownicze i śledcze. Jak się okazało, sam był strażakiem ochotnikiem i zawsze czynnie uczestniczył w akcjach gaśniczych pożarów, które sam wzniecił.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

ImageWspólny numer alarmowy 112 dla straży pożarnej, policji i pogotowia nadal sprawia problemy. Do innej służby dodzwonimy się z telefonu stacjonarnego, a do innej z komórki.

Idea wspólnego numeru alarmowego 112 miała polegać na tym, że przedstawiciele wszystkich służb ratowniczych mieli siedzieć w jednym pomieszczeniu i wspólnie przyjmować zgłoszenia alarmowe. Tak się jednak nie stało. Po wielu problemach wspólny numer zaczął działać, ale osoby przyjmujące zgłoszenia nadal działają w swoich dotychczasowych siedzibach.

– Jeśli ktoś dzwoni na 112 z telefonu stacjonarnego, to połączy się ze strażą pożarną – mówi Grzegorz Ferlin, zastępca komendanta słupskiej straży pożarnej. – Zgłoszenia z sieci komórkowych docierają do stanowisk policji.

Jak tłumaczą przedstawiciele służb ratowniczych, numer alarmowy 112 jest do wykorzystania w momencie, kiedy osoba zgłaszająca zdarzenie nie jest w stanie określić zagrożenia, a jego likwidację przypisać konkretnej służbie. Jeżeli wiemy, jaka służba powinna zająć się zgłaszaną przez nas sprawą, można nadal zadzwonić na znane od lat numery alarmowe.

Więcej: gp24.pl

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account