Na bieżące funkcjonowanie ambulansów zostanie wydane 1,83 mld zł, na śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - ponad 92 mln zł, na działalność szpitalnych oddziałów ratunkowych - ponad 810 mln zł.
Wspólne stanowisko dotyczące przywrócenia systemowi ratownictwa medycznego charakteru publicznego oraz zawarcie porozumienia w kwestii aneksowania umów pogotowia z Narodowym Funduszem Zdrowia – to najważniejsze postulaty jednostek Pogotowia Ratunkowego działających na terenie województwa dolnośląskiego wypracowane podczas spotkania z władzami powiatu świdnickiego.
Po co spotkanie?
To kolejne spotkanie z przedstawicielami ratownictwa medycznego już nie tylko z powiatu świdnickiego ale z całego województwa dolnośląskiego podczas którego omawiany był temat przywrócenia systemowi ratownictwa medycznego charakteru publicznego oraz kwestia aneksowania umów na ratownictwo z Narodowym Funduszem Zdrowia. – W tej chwili nie jest to ujednolicone – przekazuje Sabina Cebula, etatowy członek Zarządu Powiatu Świdnickiego. – Jedne podmioty w województwie mają podpisane umowy na rok, inne na dwa a jeszcze inne na pięć lat. Chodzi nam w głównej mierze o to, aby aneksować dotychczasowe umowy do 2016 rokui po tym czasie ogłosić konkurs – dodaje. W ten sposób każdy z podmiotów będzie miał równe szanse aby wystartować w konkursie ogłoszonym przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Biurokraci mogą kompletnie sparaliżować działalność ochotniczych straży pożarnych. Nie będzie miał kto gasić pożarów.
- Niewykluczone, że już wkrótce druhowie nie będą mogli wyjeżdżać do pożarów - alarmuje Edward Siarka, prezes Zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w Małopolsce, a zarazem poseł Solidarnej Polski.
Przyczyną kłopotów stała się po raz kolejny biurokracja. Chodzi o strażaków ochotników, którzy w czasie akcji zasiadają za kierownicą wozów bojowych. Dotąd do poprowadzenia samochodu wystarczyło odpowiedniej kategorii prawo jazdy, zaopatrzone w wydawaną przez wydział komunikacji starostwa tzw. "wkładkę". Zdobycie uprawnień nie nastręczało poważniejszych problemów. - Wystarczyło przejść badania psychotechniczne i odpowiedzieć na kilka bardzo prostych pytań - przypomina Jacek Klinowski, kierujący Miejsko-Gminnym Zarządem OSP w Rabce.
Na bieżące funkcjonowanie ambulansów zostanie wydane 1,83 mld zł, na śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - ponad 92 mln zł, na działalność szpitalnych oddziałów ratunkowych - ponad 810 mln zł.
Zarząd Województwa odwołał szefa pogotowia Bogusława Tykę, bo nagle utracił do niego zaufanie. Tylko że Tyka nie zasłużył na dymisję, a na medal!
To była głośna sprawa. W sierpniu 2008 roku ówczesny szef MON Bohdan Klich dał srebrny medal za zasługi dla obronności pilotowi kpt. Grzegorzowi Pietruczukowi, który nie wykonał rozkazu prezydenta Kaczyńskiego. Przypomnijmy. Kiedy wybuchła wojna w Gruzji, Lech Kaczyński chciał polecieć do jej stolicy, by pokazać wsparcie dla prezydenta Micheila Saakaszwilego. Jego samolot musiałby przelecieć przez teren zbrojnego konfliktu i wylądować na lotnisku, które było bombardowane. Kapitan Pietruczuk odmówił prezydentowi, bo uznał, że lecąc, złamałby procedury. I właśnie za "przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności" minister Klich odznaczył go medalem.
Nie zawsze przestrzeganie procedur spotyka się z uznaniem i nagrodami. We wtorek przekonał się o tym wieloletni dyrektor łódzkiego pogotowia Bogusław Tyka, który nagle został odwołany z zajmowanego od 12 lat stanowiska.
– Centralnie sterowany system ratownictwa medycznego działa dobrze, ale cały czas go monitorujemy i usprawniamy – powiedział Radiu Opole Ryszard Wilczyński, wojewoda opolski. Przypomnijmy: centralna dyspozytornia dla całego województwa zaczęła działać w grudniu po to, aby sprawniej zarządzać wszystkimi karetkami w regionie. Dziś do wypadku w powiecie brzeskim – po raz kolejny – zamiast karetki wysłano strażaków.
– Chciałbym, aby odebrano to jako dobrą informację – przekonuje wojewoda. – To znaczy, że system jako całość działa. Nie ma takiej sytuacji, że jeżeli jest luka, to nie ma kto się w to miejsce pojawić – ocenia wojewoda. – Taka konieczność zdarzyła się dlatego, że w pobliżu nie było żadnej karetki – dodał wojewoda Wilczyński.