Tatrzańscy ratownicy niosąc pomoc, ponoszą ogromne koszty, nawet do 7 milionów złotych. Turyści, którzy bez przygotowania wybierają się w góry, prowokując większą ilość interwencji, powinni pamiętać, że akcja ratunkowa w górach jest nie tylko niebezpieczna, ale i kosztowna. Godzina lotu śmigłowca TOPR kosztuje 3 tysiące euro.
Podczas sezonu turystycznego ratownicy z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego interweniować muszą nieraz kilka razy w ciągu jednego dnia. Do wielu akcji nie musiało dojść, jak choćby do głośnych poszukiwań ojca z małym dzieckiem, który zgubił drogę na Orlej Perci. Turyści niestety często nie zdają sobie sprawy z tego, jak duże koszty ponoszą ratownicy, aby móc nieść pomoc poszkodowanym w Tatrach. A mimo tego, że ich służba opiera się na pracy ochotników, rocznie to nawet 7 milionów złotych. Samo poświęcenie toprowców trudno ocenić - jest bezcenne.
- Ratownictwo w Polsce jest bezpłatne i nie są wyceniane pojedyncze działania ratownicze – zaznacza w rozmowie z Onetem Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. - Wszelka wycena kosztów akcji ratunkowych może być więc tylko umowna i szacunkowa.
Dodaje, że w ostatnich latach średni budżet tatrzańskiego pogotowia związany z utrzymaniem gotowości, waha się w okolicach 6 do 7 mln złotych. Chodzi m.in. o pełnienie dyżurów, zapewnienie ekwipunku, sprzętu, bieżącej obsługi lotniczo- technicznej śmigłowca czy też utrzymanie bazy i transportu.
Czytaj więcej: wiadomosci.onet.pl
