16 maja 2013 byłam z koleżanką na słupskim SOR-ze. Spędziłyśmy 7 godzin bez jedzenie i wody na SOR, a wcześniej 2 godziny w przychodni. To, że trzeba czekać tyle, a nawet więcej godzin siedząc na krzesełkach, a nie każdy może siedzieć, bez możliwości np. wyciągnięcia obolałych nóg to nic, wobec tego na co się tam na patrzyłam.
Na poczekalni było kilkadziesiąt osób od niemowlęcia do staruszka i w różnym stanie, z różnymi chorobami (o infekcję nie trudno). Najgorsze czeka jednak jak na drugą stronę wezmą, bo z gabinetu lekarza wychodzą 2 drzwi, na jedną np. zachodnią stronę i wschodnią. I na tej drugiej stronie wiele łóżek, a na nich różni chorzy, kobiety i mężczyźni. Przytomni i nie przytomni, wymiotujący, jęczący, z rozharatanymi kończynami, spragnieni choćby szklanki wody. A na to wszystko patrzą oczekujące w kolejce dzieci.
Więcej: gp24.pl

Komentarze