St. asp. Marcin Włoch dyżurny Komisariatu Policji w Grodkowie, w środowe popołudnie przez telefon alarmowy pomógł ratować dwuletnie dziecko, które przestało oddychać. Dzięki instruktażowi policjanta matka dziecka wykonała czynności, które przywróciły dziecku oddech.
W środowe popołudnie 12 grudnia br. do dyżurnego Komisariatu Policji w Grodkowie zadzwoniła zrozpaczona kobieta z prośbą o pomoc dla jej dwuletniego dziecka, które zakrztusiło się syropem i przestało oddychać. Dyżurny natychmiast poinstruował kobietę jakie czynności ma wykonać, aby przywrócić czynności życiowe u dziecka. Równocześnie korzystając z drugiego telefonu przekazał informację dla dyspozytora pogotowia ratunkowego w Brzegu, o zaistniałej sytuacji.
Po wykonaniu przez matkę dziecka instrukcji przekazanych przez policjanta, czynności życiowe u dziecka powróciły. Dyżurny przekazał zgłaszającej informację, iż pomoc medyczna jest już w drodze. Dziecko zostało przewiezione do Brzeskiego Centrum Medycznego w Brzegu. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Źródło: policja.pl

Komentarze
Różnica jest taka, iż ratownictwo medyczne interweniuje w wielu takich sprawach, policja zaś w niewielu. Może to samo w sobie jest takie niezwykłe i warte nagłośnienia? Na co dzień przecież policjanci zajmują się innymi sprawami.
Mimo wszystko, dla tego człowieka szacunek i uznanie.
Wczoraj to przerobiłem na dyżurze. Kaszel wywołany kawałkiem folii przyklejonym do podniebienia był w odczuciu opiekunów "duszeniem się" dziecka. Wszystko skończyło się szczęśliwie. I tu nasuwa mi się pytanie. Dlaczego matki wypisywane ze szpitala z nowo narodzonym dzieckiem nie mają zielonego pojęcia co robić w przypadku zadławienia/zak sztuszenia? Czy to taki problem by taką wiedzę przed wypisem ze szpitala mamy i noworodka przekazać?
Ciekawe że zespoy wyjazdowe policji nie potrafią odróżnić upojenia od nzk i każde wezwanie brzmi : "nieprzytomny nie oddycha", a na miejscu okazuje się że to abusus atramento.
Dobry dyspozytor nakazałby uciskanie klatki piersiowej do przyjazdu ZRM