Sytuacja w SORze szpitala HCP jest dramatyczna. Pacjenci, których jest nawet trzy razy więcej niż jeszcze dwa lata temu, czekają godzinami w kolejkach, brakuje pielęgniarek i wykwalifikowanych lekarzy. A od stycznia, gdy SOR HCP jest jednym z dwóch w Poznaniu, na 28 Czerwca pojawia się nawet 150 chorych dziennie. Lekarze mają dość i ślą listy do ministerstwa zdrowia, chcąc zwiększenia liczby personelu.
Poniedziałek, godzina 17. Kilkanaście osób wypełnia niewielką salę na SORze. To poczekalnia. Brakuje miejsc. Wszyscy są zniecierpliwieni. Ktoś zwija się z bólu, ktoś inny głośno pomstuje na lekarzy, którzy "kazali czekać". Tak przez cały dzień.
Na jednym z krzeseł mężczyzna, na oko 30 lat. Trzyma się za nogę, jest blady. - Wypadek w pracy.
Metalowa szyna spadła mi na nogę - tłumaczy Jacek. - Zwolniłem się i przyjechałem tutaj. Spisano moje dane i powiedziano mi, że będę wywoływany. To było 3,5 godziny temu...
W drugim rogu sali starszy mężczyzna z chorobą wieńcową, nadciśnieniem i dusznościami. Bierze leki na serce. Podobna procedura. Najpierw dane w recepcji, potem pobranie krwi. I: "zapraszamy do poczekalni". Wszystko działo się ok. 10.30.
- Nigdzie nie kazano mi czekać tyle, ile tu. Na Garbarach nie chcieli mnie przyjąć, bo okazało się, że przyjmują tylko zawałowców, a dyżur mają dopiero jutro - mówi pan Roman. - Przyjechałem więc tu i "kwitnę" od rana.
Słysząc to, Jacek rzuca: - Połóżmy się przed szpitalem. To będzie szczególny przypadek i może wtedy ktoś udzieli nam pomocy w innym trybie .
W czasie gdy pacjenci złorzeczą na lekarzy, na SORze pojawiają się kolejni. Kobieta około 60- tki z endoprotezą biodra. Chodzi o kulach. Do szpitala przywiózł ją syn. Duszności, ból w klatce piersiowej.
- Weszłam w dziurę, której nie zauważyłam i przewróciłam się. Strasznie boli mnie okolica żebra, jest mi słabo - mówi pani Zofia i idzie do dyżurki lekarskiej po tabletkę przeciwbólową. Po minucie wraca. - Nie dostałam. Doktor mnie zrugał i kazał czekać. Gdybym miała pieniądze, pojechałabym do Certusa.
Pacjenci są coraz bardziej zniecierpliwieni. Niektórzy rezygnują z czekania i idą do domu. Jednemu jest gorąco i chce przykręcić kaloryfer. Nie może, bo pokrętło jest urwane. Ktoś inny traci cierpliwość i zamierza wołać lekarza.
- Niech pan da spokój, to nie pomoże. Proszę zobaczyć regulamin - zauważa jeden z chorych. Regulamin jest kilkupunktowy.
Czytaj więcej: gloswielkopolski.pl

Komentarze