Zaloguj
x
x
Zarejestruj
x

Forum Ratownicze
Galeria ratownicza
Komentarze użytkowników
Przeszukuj - Kategorie
Artykuły
Przeszukuj - Tagi

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

W wielu krajach, na izbach przyjęć w szpitalach, pracownik medyczny przyjmuje pacjentów i decyduje o tym, których z nich wysłać na natychmiastową hospitalizację, których odesłać z powrotem do domu, a których odpowiednio zaopatrzyć w izbie przyjęć. W przeciwieństwie do innych krajów w Polsce o wszystkim decyduje lekarz

- Pamiętam, gdy żona mojego przyjaciela rodziła dziecko w szpitalu w Nowym Yorku. Kobieta najpierw została zbadana przez tzw. ogólnego pracownika medycznego, który stwierdził, że jej stan jest na tyle dobry, że nie wymaga natychmiastowej wizyty u lekarza - powiedział Krawczyk.

Dodał, że Polsce taka procedura nie istnieje, dlatego wszyscy czekają w tej samej kolejce na izbie przyjęć. Zdaniem prezesa KIF pacjentem po konsultacji z ogólnym pracownikiem medycznym powinna zająć się pielęgniarka albo ratownik medyczny, a na samym końcu lekarz. Dodał, że fizjoterapeuci także mogliby w wielu przypadkach odciążyć lekarzy w obowiązkach np. w sprawach związanych z wstępną kwalifikacją chorych po uszkodzeniach narządu ruchu (tak dzieje się m.in. w Australii, Wielkiej Brytanii).

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Obowiązują trzy kolory: czerwony, pomarańczowy i zielony. To oznacza - jak mówią fachowcy - podział pilności. Z punktu widzenia niecierpliwego pacjenta ten ostatni jest najgorszy, może bowiem oznaczać czekanie na diagnozę nawet 4 godziny. Czerwony przyjmowany jest najszybciej, bo ten kolor oznacza zagrożenie życia.

Godzina 15.00. W Szpitalnym Oddziale Ratunkowym przy ul. Rakowskiej w Piotrkowie W miarę luźno, parę osób czeka na badania, na przyjęcie przez lekarza. W poczekalni spokojnie, na samym oddziale też. Siedzi mężczyzna w podeszłym wieku z opiekunami. Ci martwią się, że... trochę to jeszcze potrwa. I tak będzie, bo starszy pan ma na ręce zieloną opaskę.

Po 17.00 zaczyna się robić coraz ciaśniej, jedna z pracownic SOR wyprasza rodziny do poczekalni. Jest tyle osób, że przeszkadzają w pracy ratownikom i lekarzom. Z każdym z pacjentów może zostać tylko jedna osoba z rodziny.

Widać, że personel się nie obija, co chwilę ktoś jedzie na badania, wchodzi do lekarza. Karetki przywożą ludzi na noszach. Obserwatorzy widzą, że cały czas jest ruch, a ratownicy, lekarze i pielęgniarki mają sporo pracy. Ale pacjent, który siedzi i czeka ma nieco inne odczucie. Dla niego trwa to wszystko za długo. Wydaje się jednak, że tych nerwowych nie ma zbyt wielu.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Na 10 wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego faktycznie pomocy potrzebują, dwie, może trzy osoby - alarmuje ratownik medyczny Adrian Smejda. Polacy nagminnie kłamią, by wezwać karetkę do bolącego gardła lub strachu przed bezsennością. Materiał magazynu "Polska i świat" TVN24. Jest zgłoszenie, jest interwencja, zespół medyczny pędzi ratować życie. Jednak życie pokazuje, że w większości przypadków karetka w ogóle nie powinna wyjechać.

- Na 10 wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego faktycznie naszej pomocy potrzebują, dwie, może trzy osoby - przyznaje Adrian Smejda, ratownik medyczny z Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi.

Dzwonią i okłamują Ludzie dzwonią i zwyczajnie okłamują operatorów numeru 112 czy dyspozytorów pogotowia. - Ból w klatce piersiowej okazał się zwykłym bólem gardła, nasilającym się przy przełykaniu - podaje Smejda jeden z przykładów takiej interwencji i zaznacza, że wzywająca karetkę kobieta skłamała z premedytacją. - Zobaczyła, że u lekarza jest zbyt długa kolejka, wróciła do domu i wezwała karetkę - mówi. Problem dotyczy całego kraju. Kilka lat temu lekarze nagłośnili zgłoszenie, do którego doszło pod Warszawą. Przez telefon mówiono o reanimowanym, nie oddychającym 40-latku. Ale na miejscu lekarze zastali zamiast niego psa. - Podjeżdżamy bliżej, olbrzymi nowofundland. Proszę państwa to jest poniżej wszelkiej krytyki - rozkładał ręce lekarz pogotowia ratunkowego Arkadiusz Pióro. Dziś ratownicy znów biją na alarm, bo jest coraz gorzej. - Problemów z wezwaniami, gdzie powód wezwania jest inny niż stan faktyczny, jest bardzo wiele i na przestrzeni lat jest tego coraz więcej - mówi Janusz Daraszkiewicz z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Tylko w ostatnich trzech latach TOPR przeprowadził prawie 600 akcji ratowniczych z udziałem śmigłowca Sokół, ratując ponad 700 poszkodowanych. Co trzecia akcja ratownicza TOPR w latach 2015-2017 została zrealizowana z udziałem Sokoła. Śmigłowiec Sokół był też wykorzystywany w akcjach ratowniczych na Słowacji: w latach 2015-2017 interweniował tam aż 14 razy, ratując życie 18 osobom.

Warszawa, 19 lutego 2018 r. – PZL-Świdnik i Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (TOPR) z przyjemnością informują o 25. rocznicy wprowadzenia do służby TOPR śmigłowca W-3A Sokół.

Pierwszy śmigłowiec W-3A Sokół dla TOPR zszedł z taśm produkcyjnych w Świdniku dokładnie 12 lutego 1993 r., a jego „chrzest” w TOPR odbył się kilka dni później, tj. 18 lutego 1993 r. W marcu 1993 r. pierwszy TOPR-owski Sokół rozpoczął dyżury ratownicze. Był darem Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy na rzecz ratownictwa górskiego prowadzonego przez TOPR.

Maszyna używana przez ratowników TOPR to nie tylko specjalistyczna karetka wyposażona w najwyższych standardów sprzęt medyczny. Wyposażenie Sokoła umożliwia również podjęcie przez załogę bezpośrednich działań ze śmigłowca pozostającego w zawisie w najtrudniej dostępnych ścianach tatrzańskich. Ten specjalistyczny sprzęt ma bowiem zapewnić udzielenie pomocy oraz ochronę życia i zdrowia do czasu, aż poszkodowany znajdzie się w szpitalu. Ratownicy TOPR przekonują, że często udaje się przetransportować poszkodowanych z najdalszych partii Tatr do szpitala w czasie poniżej 30 minut.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Ogrom pracy, często wykonywanie obowiązków niezwiązanych ze swoimi zadaniami, pod ogromną presją czasu i niezwykle odpowiedzialnych – to codzienność ratowników medycznych. Jednocześnie są najgorzej opłacani w służbie zdrowia. Aby się utrzymać, praktycznie każdy z nich pracuje na kilku etatach.

W połowie grudnia ub. roku cztery związki zawodowe złożyły w dyrekcji szpitala przy al. Kraśnickiej w Lublinie pismo z informacją, o wejściu w spór zbiorowy. Wszystko z powodu niewywiązania się z zagwarantowanych im podwyżek. Związane jest to z lipcowymi protestami ratowników medycznych, po których podpisane zostało z ministrem zdrowia porozumienie w sprawie podwyżek. Mieli je otrzymać wszyscy ratownicy, zarówno ci pracujący w pogotowiu, szpitalu jak też transporcie medycznym. Od 1 lipca 2017 r. ich wynagrodzenia miały wzrosnąć o 400 zł, kolejną podwyżkę w tej samej wysokości, mieli otrzymać w dniem 1 stycznia 2018 r. Tymczasem kiedy większość z nich dodatkowe środki otrzymała, to ratownicy zatrudnieni w Szpitalu Wojewódzkim przy al. Kraśnickiej w Lublinie nie mogą się ich doczekać do tej pory.

Zatrudnionych jest tam 38 ratowników: 28 pracujących na szpitalnym oddziale ratunkowym i 10 w innych szpitalnych oddziałach. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w II połowie 2017 r. zwiększone zostały wartości umów na udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w rodzaju leczenie szpitalne w przypadku SOR. Wzrost przekazanych na ten cel środków wynosi 7,23 proc., zaś izb przyjęć – 3,03 proc. w stosunku do I połowy 2017 r.

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account