Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Przed świętami to sytuacja nagminna: rodziny wypychają do szpitala swoich dziadków i babcie tylko po to, żeby mieć ich z głowy. My nie jesteśmy tu po to, żeby obmywać i karmić starszych. Zaczynam wątpić w naszą misję ratowania ludzkiego życia, niedługo dla nagłych przypadków zabraknie miejsca - do redakcji "Wyborczej" zadzwonił oburzony pracownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zielonej Górze

Pracownik prosi o zachowanie danych osobowych do wiadomości redakcji. - Być może nasi przełożeni podzielą nasze zdanie, ale nie chcemy mieć kłopotów. Odkąd w żenujący sposób potraktowano dyrektora Taborskiego, nie ma kto się za nami wstawić. Wasza pomoc - mediów - będzie nam teraz niezbędna - uprzedza. I zaczyna:

- To, co się dzieje przed świętami na SOR-ze, przechodzi ludzkie pojęcie. Sytuacja jest nagminna i powtarza się zawsze w tym samym, gorącym okresie. Rodziny na siłę wypychają swoich dziadków i babcie do szpitala. "Bo mamusia się źle czuje", z dziadkiem jest słaby kontakt słowny" albo "tatuś nic nie je" (to jest hit, czy mamy nakarmić takiego człowieka?

Dziś przyszliśmy do pracy, a tam starsza pani krzyczy na cały oddział, że jest głodna. No to pielęgniarki wyciągnęły swoje śniadanie... Przecież nie mamy tu jedzenia) - opowiada.

Jego zdaniem to nie hipochondria, tylko chęć pozbycia się starszych na czas świąt. I nic innego jak zwykłe naruszanie ludzkiej godności. - Po czym to poznajemy? Np. gdy zbadamy człowieka i okazuje się, że nic mu nie jest, odsyłamy go domu. Chwilę po tym nie możemy się już dodzwonić do rodziny, która go do nas przyprowadziła. Ślad po nich ginie. Wzywamy policję, a ta mówi, że nikogo nie ma w domu. Ludzie odstawią niewygodnego podopiecznego do nas i po prostu sobie wyjeżdżają - wyjaśnia pracownik SOR.

Więcej: zielonagora.gazeta.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account