Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pomoc do człowieka wijącego się z bólu rodzina miała wzywać w piątek o świcie, ale się jej nie doczekała. Krewni sami zawieźli chorego do szpitala.
Dość szczegółowo poznaliśmy wersję rodziny mieszkającej przy ul. Długosza, która z oczywistych powodów do sprawy podeszła bardzo emocjonalnie - poinformował express.bydgoski.pl

- Dzwoniliśmy na pogotowie aż trzy razy - mówi pani Barbara, siostra pacjenta. - Usłyszeliśmy, że do dyspozycji mamy punkty opieki nocnej i dyżurujących tam lekarzy i że podobno na naszą ulicę są ciągle wzywane karetki. Zirytowani tymi radami i insynuacjami, wsadziliśmy brata do samochodu i sami zawieźliśmy do Szpitala Miejskiego. Natychmiast przyjęto go na oddział wewnętrzny z podejrzeniem stanu zapalnego trzustki. Pytanie, dlaczego to my musieliśmy dbać o transport?

Dr Tadeusz Stępień, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy, tłumaczy, że sprawa jest zbyt świeża, by natychmiast zreferować, dlaczego karetka na ul. Długosza nie wyjechała. - Natychmiast zabezpieczyliśmy nagranie rozmów dyspozytora, który pracował na nocnej zmianie z osobami wzywającymi pomocy. Na tej podstawie ustalimy prawdziwą wersję wydarzeń i dopiero wtedy wyciągniemy wnioski. Konieczna będzie także rozmowa z dyspozytorem, ale w związku z tym, że w piątek nie było go w pracy, poznamy jego wersję wydarzeń w poniedziałek.

Czytaj więcej: express.bydgoski.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account