Na lądowisku na dachu nyskiego szpitala wylądował helikopter z Niemiec, który przyleciał po rocznego pacjenta. Problem w tym, że nikt nic na temat tego lądowania nie wiedział, czytamy w radio.opole.pl
O planowanym lądowaniu śmigłowca nie został powiadomiony dyrektor nyskiego ZOZ-u. Jak twierdzi dr Norbert Krajczy, informacja ta nie dotarła także do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Dyrektor szpitala, dr Norbert Krajczy zgodnie z procedurą zawiadomił policję i służby powiatowe, które mają wyjaśnić wszystkie okoliczności. Sprawa zostanie także skierowana do prokuratury.
- Było już u nas wiele lądowań, ale to pierwszy taki przypadek - mówi szef nyskiego ZOZ.
- Wylądował helikopter niemieckiego Czerwonego Krzyża. Ma zabrać rocznego pacjenta, ale na lądowanie zgody nie było - mówi Krajczy. Jak dodał, pilot tłumaczył, że jest z Unii Europejskiej i ma na wszystko certyfikaty.
Dr Norbert Krajczy zapowiedział, że jutro (31.10) zawiadomi o całym zdarzeniu prokuraturę. - Nie może być tak, że każdy, kto zechce, wyląduje sobie u nas. Lądowisko jest obliczone na odpowiedni ciężar maszyny, na takie loty musi być zgoda Lotniczego Pogotowia w Warszawie- tłumaczył Krajczy.
Według wstępnych ustaleń, helikopter sanitarny z Bawarii został przysłany przez prywatną firmę ubezpieczeniową, która była organizatorem tego transportu.
Źródło: radio.opole.pl
