Siedmioletnia Karolinka potrącona w Kąclowej (małopolskie) przez auto czekała, jak mówią mieszkańcy wsi, 30-40 minut na karetkę pogotowia. Od zgłoszenia do przyjazdu na miejsce upłynęło 26 minut - prostuje dyrekcja Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Tarnowie, gdzie mieści się dyspozytornia.
Zdarzenie opisuje szczegółowo Dziennik Polski, który zauważa, że czas dojazdu był jednak prawie dwukrotnie dłuższy, niż maksymalny dla karetki w powiecie; ten wynosi 15 minut. - W tym czasie dyspozytor musiał jeszcze zebrać informacje o poszkodowanej i jej stanie zdrowia - wyjaśnia Kazimiera Kunecka, dyrektor Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Tarnowie.
- To nie jest wina ludzi, że pracują w tym systemie ratownictwa. Dyspozytor odebrał powiadomienie, wyszukał najbliższą wolną karetkę i wysłał ją do wypadku. Jechała najszybciej jak mogła. W tym systemie tyle można było zrobić - mówi nam Józef Zygmunt, szef Sądeckiego Pogotowia Ratunkowego w Nowym Sączu, który przez pół roku analizował funkcjonowanie nowych rozwiązań w systemie ratownictwa medycznego. Materiał przekazał starostwu powiatowemu i prokuraturze, na jej życzenie. Prowadzi ona sprawę związaną z funkcjonowaniem ratownictwa medycznego w Małopolsce.
Czytaj więcej: rynekzdrowia.pl
