- Jest cel nadrzędny - mamy ratować życie. Nasi kierowcy nigdy nie zwalniają przed fotoradarami – zarzeka się dyrektor pogotowia ratunkowego. Urzędnicy wiedzą lepiej i przez ich dziwne działania, tylko w Rzeszowie, od początku roku ratownicy dostali ponad 100 wezwań za przekroczenie prędkości.
Ponad 100 wezwań z ITD dostali kierowcy w Rzeszowie i to tylko z dwóch fotoradarów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że za kierownicą siedzieli kierowcy pogotowia ratunkowego, którzy jechali ratować życie poszkodowanym – karetką na sygnale. Teraz siedzą nad "papierami" i denerwują się na Inspekcję Transportu Drogowego, bo ta bezmyślnie wysyła wezwania.

- Od początku tego roku, czyli w okresie zaledwie czterech miesięcy, dostaliśmy już ponad 100 pism wzywających nas do wskazania kierowcy, który dopuścił się przekroczenia dozwolonej prędkości. Dostajemy list z informacją, w której jest podana data zdarzenia oraz miejsce stacjonowania fotoradaru, brakuje jednak zdjęcia. Jak ja mam bez tego ustalić czy moja karetka była na sygnale? Dlatego wtedy rozpoczyna się długi i żmudny proces weryfikacji. Chodzi o namierzenie pracownika, przegląd procedury drogowej. To wszystko idzie do działu kadr gdzie dane trzeba ręcznie uzupełnić w przesłanym formularzu. Później to trafia do informatyków, którzy za pomocą lokalizatora GPS ustalają trasę danego pojazdu we wskazanym terminie. Na szczęście elektronicznie mamy podpięte "sygnały" i wiemy czy auto było uprzywilejowane. Na końcu ja to potwierdzam i wysyłamy do ITD, żeby cofnęli karę – mówi Mirosław Solecki, Zastępca dyrektora d/s techniczno-eksploatacyjnych.
Więcej: moto.onet.pl
