W ubiegłym tygodniu karetka do zdarzenia w Szczecinku znowu musiała pędzić na sygnale z… Barwic, bo miejscowe ekipy ratowników były zajęte. Takich sytuacji nie sposób uniknąć, ale dochodzi do nich znacznie częściej niż gdy dyspozytor pogotowia był na miejscu
W miniony poniedziałek na ulicy Wyszyńskiego w Szczecinku zasłabł starszy mężczyzna. Na miejsce szybko dotarli strażacy i policjanci, ale ratownicy dopiero po dłuższej chwili. Dwie karetki, które stacjonują w Szczecinku były bowiem w tym czasie wysłane do innych zdarzeń. Na pomoc śpieszyła więc karetka z odległych o 30 kilometrów Barwic. Na szczęście tym razem wszystko skończyło się szczęśliwie, starszy pan doszedł do siebie jeszcze przed przyjazdem ratowników. Ale nie potrzeba wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć scenariusz z gorszym zakończeniem.
Więcej: gk24.pl

Komentarze
Ciekawe czemu stał obok?
Skoro wszystkie ZRM były zajęte, co zmienia lokalizacja dyspozytorni? Drugie zdanie zaprzecza pierwszemu. Ludzie, zastanówcie się zanim coś napiszecie. To chyba dobrze, że przyjechała karetka z Barwic, bo w innym wypadku "starszy mężczyzna po zasłabnięciu" czekałby aż któraś Koszalińska karetka byłaby wolna. PZDRO
Bo pewnie był szybciej tam u siebie niż oni tam u niego