Nie każde wezwanie pomocy przez numer 112 może być skuteczne od razu. Mieszkańcy powiatu sztumskiego alarmują, że numer działa źle i mnożą przykłady takich zdarzeń.
Jeden z nich po zatelefonowaniu na numer 112 został połączony z oddaloną o 135 km jednostką straży pożarnej w Olsztynie. Mieszkańcy boją się, że taka sytuacja może doprowadzić do tragedii, jeżeli wezwanie zanim trafi do odpowiednich służb będzie błądziło po kraju.
- Problem taki rzeczywiście może pojawiać się w przypadku osób korzystających z telefonów komórkowych. Osoba ta dodzwoni się do służb znalezionych przez sieć danego telefonu.
Na tego typu sytuacje narażone są osoby zamieszkujące głównie kresy poszczególnych powiatów.
Mogą one dodzwaniać się do służb zlokalizowanych na terenie nawet innego województwa lub miejscowości znacznie oddalonych od miejsca aktualnego przebywania - mówi st. sierż. Karolina Gastoł-Zawicka, rzecznik prasowa Komendy Powiatowej Policji w Sztumie.
Jednocześnie funkcjonariusze uspokajają, że choć problem rzeczywiście występuje, nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców.
- Jeżeli osoba potrzebująca pomocy pogotowia ratunkowego, dodzwoni się do nas, dyżurny automatycznie przełącza ją do odpowiedniej służby. Cały czas wezwania wydłuża się wówczas zaledwie o pięć sekund. Całość rozmowy jest nagrywana - dodaje rzeczniczka KPP Sztum.
Komenda Powiatowa Policji w Sztumie nie prowadzi statystyk, które informowałyby o popularności numeru alarmowego, jednak z obserwacji wynika, że coraz więcej osób wybiera możliwość zadzwonienia pod 112 niż 997.
- Jesteśmy społeczeństwem mobilnym. Komórkę mamy zawsze pod ręką, a dzięki kampaniom telewizyjnym i prasowym znacząco wzrosła popularność numeru 112 - mówią funkcjonariusze. - W panice, która towarzyszy wielu wypadkom, osoby zapominają, jaki numer przyporządkowany jest poszczególnym służbom ratowniczym, a o wybiciu dwóch jedynek i dwójki pamiętają wszyscy.
Czytaj więcej: dziennikbaltycki.pl
