Karetki pogotowia otrzymały urządzenia, które automatycznie otwierają bramki na autostradzie A4. - Ale na nic się nie zdadzą, jeśli do bramki będzie kolejka - mówią w pogotowiu. A strażacy odmówili przyjęcia urządzeń. - Przy wjazdach na A4 konieczne są dodatkowe pasy dla służb ratowniczych - podkreślają.
Przypomnijmy: załogi karetek firmy Falck sforsowały bramki na autostradzie w sobotnią noc, bo według ratowników nikt nie otworzył im bramek, mimo że jechali na sygnale.
- Mamy wrażenie, że przekazując nam urządzenia viabox, chce nam się zamknąć usta - mówią ostro strażacy, odmawiając przyjęcia systemu, dzięki któremu bramki na autostradzie byłyby automatycznie otwierane.
- Viabox nie pomoże nam się teleportować, gdy trzeba będzie ominąć sznur aut - zauważa bryg. Adam Janiuk, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu.
- Bardzo się cieszymy, że dostaliśmy urządzenia, które trafiły do nas w niedzielę wieczorem, gdy incydent ze sforsowaniem bramek nagłośniły media - zaznacza Ireneusz Sołek, dyrektor Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego. - Te urządzenia będą nieocenione tylko w przypadku, gdy do bramki nie będzie kolejki - dodaje uszczypliwie.
Dorota Prochowicz, rzeczniczka firmy Kapsch odpowiedzialnej za pobór opłat na autostradzie, podkreśla, że montaż viaboxu w samochodzie lub - w przypadku gdy do bramki czeka sznur aut - przejazd pasem dla pojazdów wielkogabarytowych to jedyne rozwiązania dla służb ratunkowych.
- Tak to działa na A2, tam nie ma żadnych problemów w dotarciu do poszkodowanych - mówi.
Sprawdziliśmy. Rzecznik Wielkopolskiej Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej st. kpt. Sławomir Brandt: - Trudno porównywać Opole z Poznaniem, bo u nas nie ma korków przy wjeździe. My mamy średnio 8 bramek przy wjeździe, a nie o połowę mniej - odpowiada. I dodaje, że też próbowano ich kierować na pas dla pojazdów wielkogabarytowych. - Ale wystarczyło, że obok na bramce stały dwa tiry i już nie mieliśmy jak przejechać - wspomina.
Poznańscy strażacy wypracowali sobie kilka metod: - Jeśli bramka jest pusta, pobieramy bilet. Jeżeli jedziemy kolumną pojazdów, dzwonimy do centrum obsługi autostrady, która otwiera dla nas jeden przejazd. Korzystamy także z bocznych wjazdów awaryjnych, do których otrzymaliśmy klucze - wylicza Brandt. - Obserwując to, co się dzieje na waszym odcinku autostrady, wydaje mi się, że największym problemem są korki - podsumowuje.
Rzeczywiście jest z tym problem. Podczas weekendu średnio na wyjazd z autostrady czekało się 20 minut. Do wjazdu tworzyły się gigantyczne korki, najgorzej było we Wrocławiu, gdzie liczyły po kilka kilometrów. W Opolskim najgorzej było na węźle Prądy - auta stały do ronda, a nawet jeszcze dalej.
Sołek z pogotowia mówi, że najbardziej sensownym rozwiązaniem byłby by-pas, czyli dodatkowy pas awaryjny przy wjazdach przeznaczony specjalnie dla pojazdów ratowniczych.
Jak dowiedziała się "Gazeta", GDDKiA szacowała, że takie natężenie ruchu na A4, jakie jest teraz, będzie dopiero w 2020 r. Teraz głowi się, co z tym zrobić. Pod uwagę brane jest utworzenie dodatkowego pasa dojazdowego w Prądach i utworzenie dodatkowej nitki dojazdowej od strony Niemodlina. - Zastanawiamy się nad rozwiązaniem, które umożliwiłoby lepszy dostęp do pasa serwisowego - informuje Michał Wandrasz, rzecznik opolskiego oddziału GDDKiA. Wiadomo, że to jednak potrwa: najpierw trzeba zlecić projekt, a potem znaleźć pieniądze na jego realizację.
Wczoraj po południu GDDKiA wystąpiła do firmy Kapsch z wnioskiem o odsunięcie od pracy osoby, która nie otworzyła szlabanu w sobotę wieczorem. - Życie ludzkie jest najważniejsze, do takiej sytuacji jak ta z soboty po prostu nie może więcej dojść - mówi Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA.
Krzysztof Gorzkowski z Kapsch: - Robimy wszystko, by podobny incydent się nie powtórzył.
Wicewojewoda Antoni Jastrzembski, który kilka dni temu zezwolił służbom ratowniczym na forsowanie szlabanów, jeśli tylko zajdzie taka konieczność, podkreśla, że satysfakcjonujące będzie jedno rozwiązanie: - Chcemy, by służby ratownicze jadące na sygnale mogły przejeżdżać przez bramki na autostradzie bez przeszkód, przy podniesionych szlabanach - mówi. - W tym kierunku zmierzają nasze rozmowy. Na razie nie wybieramy się do prokuratury, ale rozmawiamy, analizujemy plany ratownicze - dodaje.
Do prokuratury poszedł natomiast poseł PiS Sławomir Kłosowski. Dziś zapadnie decyzja, czy będzie postępowanie w tej sprawie.
Źródło: wyborcza.pl
