Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Gdy pan Eugeniusz Diakowicz z Prądówki poczuł ból w klatce piersiowej, jego żona wezwała karetkę. Ta musiała zatrzymać się kilka kilometrów od jego domu, gdyż zakopała się na błotnistej drodze powiatowej. Pacjent musiał do ambulansu dotrzeć sam.

- Mój mąż jest po trzech zawałach, w ostatnim wypisie ze szpitala jest jasno napisane, że gdy tylko poczuje się gorzej, to musimy wzywać karetkę - opowiada Mariola Diakowicz. - Kiedy poczuł duszności i ból w klatce piersiowej, to natychmiast zadzwoniliśmy po pogotowie. Niestety, po chwili dostaliśmy telefon od jej załogi, że nie są w stanie dojechać na miejsce, ponieważ ambulans utknął około 4 kilometrów od naszego domu. To tam droga wygląda najgorzej - relacjonowała.

Syn państwa Diakowiczów sam zawiózł ojca w pobliże miejsca, gdzie stała karetka. Niestety, ostanie 300 metrów pan Eugeniusz musiał pokonać pieszo.

- W ubiegłym roku do naszej sąsiadki również nie dotarła karetka, a z tego, co wiem, nie był to odosobniony przypadek - twierdzi pan Eugeniusz.

- Od 4 lat sytuacja wygląda tu jeszcze gorzej - dodaje.

Państwo Diakowicz zgłosili sprawę władzom powiatu nowotomyskiego. Do czerwca droga ma być naprawiona.

Źródło: glowielkopolski.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Komentarze  

ww61
0 #1 ww61 2012-03-08 16:13
Może przydał by się transporter opancerzony jeden na kilka powiatów?Wiele razy nie udało mi się dojechać pod wskazany adres z powodu stanu drogi.W mieście raczej nie ma tych problemów a na wsi ludzie mają traktory w których docieraliśmy i w których wracaliśmy wraz z pacjentem i ja uważam,że to norma a nie temat do artykułów w których ktoś przelewa swoje żale.
Pozdrawiam
Zgłoś administratorowi

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account