Sosnowiecki szpital miejski, w którym od stycznia zamknięto dwie izby przyjęć, sam jest winien niskiemu kontraktowi, bo w zeszłym roku przez trzy miesiące nie przysyłał do NFZ-etu żadnych raportów o obsłużonych pacjentach - z niedowierzaniem wykryli radni.
Spotkanie komisji zdrowia w magistracie zwołano kilka dni temu, by ustalić przyczyny zamieszania, które skazuje chorych w dwustutysięcznym mieście na korzystanie z jednej tylko izby przyjęć zamiast trzech - jak dotychczas. Przypomnijmy, że w Sosnowcu jedyny kontrakt na izbę podpisał Wojewódzki Szpital Specjalistyczny św. Barbary, gdzie przy oddziale ratunkowym chorzy czekają na zaopatrzenie w wielogodzinnych kolejkach, które nagle urosły o 30 proc.
Sprzed dwóch budynków szpitala miejskiego przy ul. Szpitalnej w Zagórzu i Zegadłowicza w centrum pogotowie zawraca z kwitkiem i nikt nie otrzyma pomocy (wyjątkiem są udary mózgu i rodzące kobiety). Dyrektor Zbigniew Swoboda zamknął obie izby, bo NFZ zaproponował mu o połowę mniej pieniędzy niż w zeszłym roku (770 tys. zamiast 1,4 mln zł).
Czytaj więcej: katowice.gazeta.pl
