Rozmowa z TOMASZEM OCETKIEWICZEM, kierownikiem Centrum Powiadamiania Ratunkowego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie.
- W ostatnim tygodniu lipca w Krakowie, w Małopolsce, może przebywać nawet trzy razy więcej osób niż jest mieszkańców. W takim tłumie łatwo o wypadki. Czy wybierając numer 112 uzyskamy pomoc pogotowia, policji, straży pożarnej? - Na pewno tak. Wszystkie zgłoszenia trafią do naszego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Dyżurujący w nim operatorzy numerów alarmowych przyjmą je, a następnie powiadomią odpowiednie służby - policję, straż pożarną, pogotowie ratunkowe.
Wspomnę tylko, że wspierać nas będą CPR-y z całej Polski - regionalne Centra Powiadamiania Ratunkowego są w każdym województwie, w Mazowieckiem nawet dwa - jedno w Warszawie, drugie w Radomiu. We wszystkich pracuje ponad 1000 operatorów.
- Czy jest to wystarczająca liczba? Przecież zgłoszeń w całym kraju jest bardzo dużo. W 2015 r. było ich aż 21 milionów, czyli średnio 1,8 mln w miesiącu! - To wystarczająca liczba by przyjąć wszystkie zgłoszenia. Trzeba brać pod uwagę, że około 80 proc. telefonów na nr 112 to zgłoszenia fałszywe i błahe, niewymagające podejmowania żadnych działań.
- Aż tak dużo?
- Niestety, tak. Wiele osób wybierając 112 informuje o błahych problemach, zapominając, że na numer alarmowy dzwonimy tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia. Powtarzam - bezpośredniego zagrożenia. To znaczy, gdy jesteśmy uczestnikami czy świadkami zdarzenia, które dzieje się w danej chwili. Wbrew pozorom, takich sytuacji nie jest dużo. To pożary, zasłabnięcia, utrata przytomności, wypadki z osobami rannymi, a także kradzieże, włamania i rozboje, które mają miejsce w danej chwili. Staramy się możliwie często przypominać o tym, np. 11 lutego, gdy obchodzony jest „Europejski Dzień Numeru Alarmowego”. Prowadzimy też szkolenia dla dzieci i seniorów, bo tak się składa, że najwięcej fałszywych i błahych zgłoszeń pochodzi od dzieci i osób starszych.
Czytaj więcej: dziennikpolski24.pl

Komentarze