Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Najnowocześniejsze w Polsce przyszpitalne lądowisko dla helikopterów funkcjonuje od tego tygodnia w Gdańsku. Już lądowały na nim trzy maszyny. Punkt mieści się na dachu - podobnym może pochwalić się jedynie szpital w Nysie.

Lądowisko mieści się w otwartym niedawno Centrum Medycyny Inwazyjnej. Ma w pełni nowoczesny system naprowadzania śmigłowców, a także oświetlenie - dzienne oraz nocne. Można nim sterować drogą radiową z pokładu śmigłowca. Z lądowiska śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego mogą korzystać przez całą dobę - o ile tylko pozwalają na to warunki atmosferyczne. Kliniczny oddział ratunkowy dysponuje także nowoczesną radiostacją, która pozwala im nawiązać stałą łączność z załogą helikoptera.

Nie jest ono jednak jeszcze uwzględnione w ewidencji Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

- Złożyliśmy wpis do ULC, czekamy teraz na rozpatrzenie, ale lądowisko jest dopuszczone przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, jako tymczasowe miejsce startów i lądowań. Wczoraj mieliśmy dwa pierwsze lądowania, dziś kolejne. Załogi LPR oceniły je jako bardzo dobre - podejście jest dosyć proste, teren jest odkryty, naprowadzenie jest łatwe, a przede wszystkim możliwość stałej łączności z oddziałem ratunkowym to jest ewidentny atut - mówił Arkadiusz Lendzion, dyrektor administracyjno-techniczny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Metalowe lub betonowe słupki, barierki, ogrodzenia, zamknięte bramy wjazdowe na parkingi, wysokie krawężniki, nisko zwisające gałęzie drzew, blokujące przejazd samochody prywatne - z takimi przeszkodami, codziennie, musi sobie radzić załoga ambulansu. - Właściwie nie ma osiedla, gdzie nie natknęlibyśmy się na takie architektoniczne bariery - przyznaje Tadeusz Rakowicz, z-ca dyr. Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie.

Problem poruszyliśmy na łamach Kuriera jesienią ubiegłego roku. Dyrekcja pogotowia sporządziła wtedy listę adresów, do których karetkom jest najtrudniej dotrzeć. Znalazło się na niej ponad 40 pozycji z całego miasta. Pismo trafiło do ratusza.

- Będziemy interweniować - obiecali urzędnicy.

Czy coś się zmieniło? - Nasi pracownicy, razem z przedstawicielami pogotowia, objechali wszystkie wskazane adresy. Zrobili zdjęcia i opisali problem. Taka dokumentacja trafiła do zarządzających nieruchomościami (spółdzielni, wspólnot mieszkaniowych i developerów) - wyjaśnia Grzegorz Alinowski, z-ca dyr. Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego lubelskiego Ratusza. - Poprosiliśmy o usunięcie barier. Zaapalowaliśmy też o racjonalne planowanie rozmieszczania elementów "małej architektury", szczególnie na ciągach pieszo-jezdnych - zapewnia.