Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Łódzkie pogotowie wypowiada wojnę wzywającym karetki bez powodu. Są już pierwsze kary. Kontroler biletów, który wezwał pogotowie, bo został zadraśnięty w palec przez gapowicza, dostał pięćsetzłotowy mandat.

Karetki łódzkiego pogotowia wyjeżdżają nawet 400 razy na dobę. - W porównaniu z innymi miastami mamy najwięcej wyjazdów w przeliczeniu na mieszkańca - mówi Renata Warężak-Kuciel, dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. - Większość wezwań jest nieuzasadniona. Jeździmy do kłótni rodzinnych, do pacjentów z niegroźnymi infekcjami, wzywają nas jak taksówkę ludzie, którzy dostali skierowanie do szpitala.

Dyspozytorzy pogotowia o niedorzecznych wezwaniach mogą opowiadać godzinami. Jedna z opowieści: "Przestał mówić i ma wytrzeszcz oczu" - brzmiało wezwanie. Kiedy ratownicy na sygnale dojechali na miejsce, drzwi otworzył zdziwiony mężczyzna. Okazało się, że pokłócił się z żoną. Ta, żeby mu dokuczyć, wezwała karetkę.

Kolejna historia: wezwanie do pobitego. Rzekoma ofiara czeka na karetkę i znacząco patrzy na zegarek. Ratownicy słyszą, że "poszkodowanemu" nic nie jest. Chciał tylko sprawdzić czas dojazdu ambulansu.

Wezwania do leżących na trawnikach pod blokami to codzienność. Zgłaszający nie próbują nawet sprawdzić, czy "chory" nie jest po prostu pijany. Często budzi się i odchodzi, gdy ambulans jest już w drodze.

Od czego jest karetka?

- Zajmujemy się ratownictwem medycznym, czyli udzielaniem pomocy w stanach zagrożenia zdrowia i życia. Przepisy mówią, że do każdego potrzebującego pomocy w granicach miasta powinniśmy dotrzeć w osiem do 15 minut. Stajemy na głowie, by się z tego wywiązać. Mimo korków, wciąż się nam udaje. Ale jest coraz trudniej - denerwuje się dyrektor Warężak-Kuciel.

Podobne problemy mają ratownicy w całej Polsce. Największe w kraju Pogotowie Ratunkowe w Katowicach (odbiera ok. 200 tys. zgłoszeń rocznie), aby ograniczyć nieuzasadnione wezwania, uruchomiło jesienią kampanię "Ratujemy życie, nie leczymy".

- Pogotowie wzywamy w sytuacjach nagłych - ostry ból brzucha, nagły ostry ból nogi czy ból w klatce piersiowej - nigdy w stanach przewlekłych. Przestrzeganie tych zasad sprawi, że nie zabraknie nas, kiedy naprawdę jesteśmy potrzebni - tłumaczył dyrektor stacji Artur Borowicz.

Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi posunęła się dalej - ogłasza koniec tolerancji dla bezzasadnych wezwań.

- Zaczynamy wyciągać konsekwencje wobec osób, które nadużywają naszej pomocy w najbardziej skandaliczny sposób - mówi Warężak-Kuciel. - Jak? Wzywamy policję i wnioskujemy o mandat z art. 66 kodeksu wykroczeń.

Walka z lenistwem

Przepis mówi: "Kto, chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 zł".

Pierwsze mandaty już są. We wtorek ukarany został kontroler biletów, który wezwał pogotowie, bo został zadraśnięty w palec przez gapowicza. Policjanci wystawili mu pięćsetzłotowy mandat. Kontroler go nie przyjął, sprawę rozpatrzy sąd.

Więcej: wyborcza.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account