46-letnia kobieta trafiła z podejrzeniem zawału na izbę przyjęć szpitala przy Grunwaldzkiej. Po obserwacji lekarz dyżurny wypuścił ją do domu. Tego samego dnia w innym szpitalu lekarze potwierdzili zawał i wykonali zabieg ratujący życie - poinformował portal poznan.gazeta.pl
Potworny, rozdzierający ból pleców promieniujący do barku i lewej ręki - z takimi objawami 46-letnia mieszkanka Poznania zgłosiła się kilka dni temu na pomoc doraźną. Lekarz z przychodni wykonał badania elektrokardiograficzne (EKG), podał leki i natychmiast wezwał pogotowie ratunkowe. Podejrzenie: zawał serca.
Karetka zabrała pacjentkę na izbę przyjęć w szpitalu im. Heliodora Święckiego przy Grunwaldzkiej na dalszą diagnostykę. Dyżurujący w izbie przyjęć młody lekarz wykonał EKG i markery w kierunku wykrycia zawału mięśnia sercowego. Ale niczego niepokojącego nie stwierdził i po kilku godzinach wypisał chorą do domu z zaleceniem, by w razie pogorszenia stanu zdrowia zgłosiła się do lekarz rodzinnego.
Zawał jednak był
Ból nie minął. Po kilkunastu godzinach od pierwszej wizyty kobieta zgłosiła się ponownie do rejonowej przychodni zdrowia. Lekarz rodzinny wykonał kolejne EKG i znów potwierdził zawał. Tym razem rodzina na własną rękę zawiozła pacjentkę do szpitala Przemienienia Pańskiego przy Długiej. Tu lekarze potwierdzili ostry zespół wieńcowy spowodowany "krytycznym zwężeniem tętnicy wieńcowej", które ograniczało dopływ krwi do serca i wykonali zabieg poszerzenia naczynia.
Lekarz dyżurny, który odesłał 46-latkę, jest w trakcie specjalizacji z kardiologii. Rozmawialiśmy z nim - twierdzi, że kiedy chora trafiła na obserwację w izbie przyjęć, badania - ani EKG, ani wyniki biochemiczne krwi - nie wskazywały jednoznacznie na zawał serca, ale na niezagrażającą życiu dusznicę.
Czytaj więcej: poznan.gazeta.pl
