Chcieli być na ślubie kolegi - ratownika. Zapłacą za to naganą i stracą część dyżurów. Taka kara spadła na czterech ratowników i lekarza z kutnowskiego pogotowia, którzy urwali się z dyżuru. Taka sama kara spadła na dyspozytora, który się zgodził na wyjazd zespołów na ślub. - Zespoły były w dyspozycji, ale na łamanie standardów należy się kara - mówią tvn24.pl ich przełożeni.
Umowa z dyspozytorem była taka: mogą jechać, ale cały czas są pod telefonem. Dwa zespoły kutnowskiego pogotowia na nieco ponad godzinę urwała się z dyżuru i pojechała do odległego o kilometr od pogotowia kościoła. - Zgłosiliśmy dyspozytorowi chęć uczestnictwa w ceremonii. Przez cały czas byliśmy w dyspozycji - mówi jeden z ratowników, którzy uczestniczyli w ceremonii na łamach "Dziennika Łódzkiego", który jako pierwszy poinformował o sprawie.
Więcej informacji: tvn24.pl
