Wyrok więzienia w zawieszeniu, kara grzywny i roczny zakaz wykonywania zawodu - taki wyrok w pierwszej instancji usłyszała Jolanta P., lekarka pogotowia oskarżona o to, że przyczyniła się do śmierci 43-letniego mężczyzny. W poniedziałek sąd apelacyjny uchylił go w całości i sprawę skierował do ponownego rozpatrzenia - poinformował portal bialystok.gazeta.pl
- To jest taki wyrok, jakiego się spodziewaliśmy. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Mało tego, sąd apelacyjny wyznaczył kierunki, jakimi powinien kierować się kolejny sąd, a to w naszej ocenie nie może zakończyć się inaczej, jak tylko wyrokiem uniewinniającym - mówiła tuż po wyjściu z sali mecenas Agnieszka Karkówka-Górska, jedna z obrończyń lekarki.
Niespójne opinie
Choć lekarka pogotowia do tej pory miała nieposzlakowaną opinię i 30-letni staż pracy, to sąd pierwszej instancji nie miał wątpliwości, że popełniła błąd, nie zabierając pacjenta do szpitala 15 lipca 2010 roku. Powtórny przyjazd karetki już mu nie pomógł. 43-letni pan Daniel, mieszkaniec Białegostoku, zmarł. Wdowa jest przekonana, że lekarka zlekceważyła objawy zawału. Sprawa trafiła do prokuratury, która postawiła lekarce zarzut narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu - poprzez niezachowanie należytej ostrożności.
Jolanta P. została skazana za błąd w sztuce na karę więzienia w zawieszeniu i roczny zakaz wykonywania zawodu. Trzech mecenasów złożyło odwołania.
- W tej sprawie wpłynęły trzy apelacje. Każda z nich miała na celu zmianę wyroku na całkowicie uniewinniający - mówił w uzasadnieniu sędzia Dariusz Gąsowski, przewodniczący składu sędziowskiego. - W naszej opinii wszystkie apelacje zasługiwały na uwzględnienie. W wyroku sądu pierwszej instancji można doszukać się istotnych uchybień procesowych, a co za tym idzie, nie można było na tym oprzeć wyroku.
Czytaj więcej: bialystok.gazeta.pl
