Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jak informuje olsztyn.gazeta.pl, w olsztyńskiej bazie karetek ratunkowych zapewniają, że nie dojdzie już do pomyłek, które niestety w poprzednich miesiącach kończyły się tragicznie, bo śmiercią pacjentów czekających na pomoc medyków

Jak pisała kilka dni temu "Gazeta Wyborcza Olsztyn", pogotowie zainstalowało w swojej bazie dodatkowe oprzyrządowanie. Ma ono wykluczyć pomyłki w lokalizacji dzwoniącego po pomoc. Daje też pewność, że wiadomość o konieczności wyjazdu do pacjenta dotrze do ratowników. Przed jedną pomyłką uchroni system komputerowy, lokalizujący telefon wzywającego pomocy, przed drugą nowy przycisk, którym załoga ambulansu potwierdza wyjazd do wezwania.

Nie ten Połom

Przez lata, kiedy w dyspozytorni pogotowia dzwonił telefon, przyjmujący zgłoszenie ustalał na podstawie rozmowy, skąd wykonane jest połączenie. Ale ten system nie był doskonały, co wyszło na jaw po ubiegłorocznej reformie, która zlikwidowała dyspozytornie pogotowia w powiatach, a ich zadania przekazała centrali w Olsztynie. Jak pisała wtedy "Gazeta Wyborcza Olsztyn", po zamknięciu dyspozytorni w Olecku, wezwanie ze wsi Połom niedaleko Olecka przyjął dyspozytor w Olsztynie. Wysłał karetkę ratunkową do wsi Połom, ale koło Szczytna. Kiedy ratownicy zauważyli, że dyspozytor pomylił wsie o tej samej nazwie, było już za późno. Pacjent zmarł, zanim właściwa karetka dojechała.

Przyda się w czasie wypadków

Jak zapewnia Marek Myszkowski, dyrektor olsztyńskiego pogotowia teraz taka sytuacja nie mogłaby się już wydarzyć. - Uruchomiliśmy system pozwalający z dużą dokładnością określić, gdzie znajduje się dzwoniący - mówi.

Magdalena Zakrzewska, wicedyrektor pogotowia ds. lecznictwa wyjaśnia, że wiedza, skąd dzwoni zgłaszający, ma duże znaczenie także przy wypadkach drogowych. - W ekstremalnych sytuacjach poszkodowany albo świadek zdarzenia nie potrafi przekazać dokładnych informacji o swoim położeniu - mówi. - System go w tym wyręczy.

Nie wyjechali

Druga nowinka techniczna pozwoli uniknąć sytuacji, gdy załoga karetki nie odbierze od dyspozytora informacji o zgłoszeniu i konieczności wyjazdu do pacjenta. Do takiego zdarzenia doszło 1 stycznia 2013 r. w Olsztynie. Jak pisała "Gazeta Wyborcza Olsztyn", o godz. 22 dyspozytor dostał wezwanie do chorego mężczyzny z ul. Kołobrzeskiej. Karetka powinna dojechać na miejsce po 10 minutach. Nie dojechała. O godz. 22.45 rodzina ponownie zadzwoniła na pogotowie. Dyspozytor uspokajał, że karetka wyjechała. Po następnej godzinie, kiedy ratunek wciąż nie nadchodził, okazało się, że karetka w ogóle nie wyjechała z bazy. Gdy dojechała, pacjent już nie żył.

Okazało się, że zlecenie wyjazdu do ratowników nie dotarło. Wezwanie powinno przyjść do karetki, na komputer w bazie, gdzie stacjonuje zespół i do ratowników na pagery. Równocześnie w pokoju, gdzie dyżuruje załoga, powinny uruchomić się sygnały dźwiękowe i świetlne informujące załogę o nadejściu zgłoszenia. Tego dnia ten system nie zadziałał, mimo że był sprawny i działał prawidłowo. Wina spadła na dyspozytora, który powinien skontaktować się z ratownikami telefonicznie, a tego nie zrobił.

Źródło: olsztyn.gazeta.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account