Jeśli będziemy mieć siłę i fundusze, to będziemy pomagać także po wakacjach – planują członkowie Rowerowego Patrolu Pierwszej Pomocy. Wolontariuszy w pomarańczowych koszulkach można codziennie spotkać w okolicach Zalewu Zemborzyckiego w Lublinie - informuje "Dziennik Wschodni".
Jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie, bo patrol składa się wyłącznie z ratowników-wolontariuszy.
– To było dla mnie wielkie zaskoczenie, że jest tyle interwencji i tyle razy się przydaliśmy. Są zdarzenia błahe jak otarte kolano wymagające nalepienie plastra aż to poważnych wymagających wezwania karetki – mówi Marta Tarnowska, koordynatorka Rowerowego Patrolu Pierwszej Pomocy działającego w ramach lubelskiego Stowarzyszenie Akademia Wolontariatu.
– Po miesiącu działalności ratowników, którzy zużyli środków opatrunkowych za kilkaset złotych - wniosek nasuwa się jeden. Takie patrole by się przydały na całej ścieżce rowerowej a nie tylko w okolicach zalewu – dodaje.
Wolontariuszami są głównie maturzyści i studenci. Żeby dostać charakterystyczną pomarańczowa koszulkę i trafić do takiego patrolu trzeba po pierwsze umieć udzielić pierwszej pomocy (mieć stosowny dokument, który to potwierdzi), świetnie jeździć na rowerze i go mieć. Kolejny wymóg to jak określa koordynatorka "nadawać się”. Bo bywają sytuacje trudne.
Tarnowska, nauczycielka i studentka ratownictwa medycznego opowiada jak sama była świadkiem zderzenia dwóch rowerzystów, wysyłała do lekarza matkę z dzieckiem, które miało jakąś wysypkę, a w końcu wymagało wezwania pogotowia. Groziła też wezwaniem policji panu, który ją uderzył, gdy udzielała pomocy jego dziewczynie.
Codzienne relacje prowadzone przez wolontariuszy dają pojęcie, co dzieje się w wypoczynkowym kawałku miasta.
Więcej: wiadomosci.onet.pl
