Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

We wtorek autostrada A4, najruchliwsza droga w regionie, została zamknięta z powodu ćwiczeń służb ratowniczych. Pomysł zorganizowania ćwiczeń przeklinali kierowcy, którzy utknęli w rozgrzanych od upału samochodach.

Autostradowa nitka w stronę Katowic, tuż za węzłem Kleszczowa, została zamknięta kilka minut przed 11. Zaraz potem na pustą drogę wjechała cysterna i autobus pełny rannych pozorantów. O zderzeniu dwóch pojazdów centrum zarządzania A4 w Zabrzu zostało powiadomione z jednego z pomarańczowych telefonów alarmowych przy drodze. Po ponad 20 minutach przyjechali strażacy, a później pierwsze karetki pogotowia. Zgodnie z procedurą nie zapomniano nawet o wezwaniu księdza z pobliskiej parafii. - To pierwsze tak duże ćwiczenia na płatnym odcinku autostrady. Na razie obowiązuje tymczasowy plan działań ratowniczych na A4. Dzięki tym ćwiczeniom chcemy w praktyce sprawdzić, czy nie wymaga jakichś korekt albo modyfikacji. Wybraliśmy dzień powszedni, żeby cała akacja odzwierciedlała realne warunki z normalnym ruchem - mówił Jarosław Wojtasik, rzecznik śląskich strażaków.
Czy służby ratownicze zdały egzamin?

Nikt spośród przedstawicieli ratowników medycznych, strażaków, policjantów czy zarządców drogi z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie chciał się wypowiadać na ten temat. Mówili, że za wcześnie, a szczegółowe podsumowanie ćwiczeń nastąpi po analizie w ciągu kilku następnych dni. Na miejscu widać było, że brakuje skoordynowania między poszczególnymi służbami. Kiedy na drodze koło wraku autobusu lądował śmigłowiec ratowniczy, drugą nitką w stronę Wrocławia wciąż jechały samochody, mimo że ruch powinien zostać wcześniej zatrzymany. Na dodatek piana, którą wzbił w powietrze helikopter, utrudniała widoczność kierowcom, którzy ostro hamowali. - Od tego właśnie są takie ćwiczenia, żeby uczyć się na błędach. Jedna z naszych karetek źle skręciła, bo brakowało odpowiedniego oznakowania przy zjeździe technicznym. Pojechała prosto i musiała zawrócić dopiero na węźle w Kleszczowie - mówił Michał Świerszcz, kierownik pogotowia ratunkowego w Gliwicach.

Więcej: katowice.gazeta.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account