Pogotowie coraz częściej wyręcza lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. Z danych Najwyższej Izby Kontroli wynika, że nawet 80% osób zgłaszających się do szpitalnych oddziałów ratunkowych nie wymaga pilnej interwencji. Czy ogólnokrajowy trend przekłada się na sytuację w strzeleckim szpitalu?
Tak samo wygląda to u nas – informuje Ludmiła Giedrojc, szefowa ratowników medycznych strzeleckiego ZOZ-u. Dodaje też, że pacjenci trafiający na oddział ratunkowy mówią otwarcie o tym, że w ich przychodniach musieliby zbyt długo czekać na przyjęcie, a tu będą zbadani szybciej. – Niektórzy twierdzą też, że lepiej, bo tu diagnostyka jest bardziej rozszerzona – wyjaśnia Giedrojc.
Zdarzają się też pacjenci, którzy chorują dłużej, ale jak tłumaczą, nie mają czasu pójść do lekarza rodzinnego w tygodniu. – Jeżeli lekarz stwierdzi, że taka osoba może przyjść na drugi dzień do lekarza rodzinnego, to pacjent odchodzi niezadowolony i później są komentarze – dodaje. Przyjmujący nie może jednak od razu odesłać takiej osoby, musi ją zbadać, to zajmuje czas, a cierpią ci, którzy rzeczywiście potrzebują pilnej pomocy.
Więcej: radio.opole.pl
