Koncerny farmaceutyczne testują swoje nowe leki w Indiach na biednych i niewykształconych ludziach, którzy nie mają świadomości tego, jakie skutki to za sobą niesie. Jak informuje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza", w ciągu pięciu lat, w wyniku tych działań, zmarło prawie 2,4 tys. osób. Jednak sąd najwyższy zadecydował, by sprzeciwić się temu procederowi.
Ława sędziowska powiedziała, że "testy leków niszczą kraj" i zadecydowała, by eksperymenty były odtąd dokonywane pod nadzorem ministra zdrowia. "Odpowiedzialni za zgony muszą zostać aresztowani, nielegalne testy zatrzymane" - oświadczył sąd.
Autor artykułu w "GW", Robert Stefanicki, przypomina sytuację z 2009 roku, kiedy to do szpitala w środkowych Indiach trafiła kobieta skarżąca się na bóle w klatce piersiowej. Pacjentce, która jak dotąd dostawała tanie leki, doktor przekazał zagraniczny lek, który był ponad tysiąc razy droższy od dotychczasowego. Koszty leczenia miał pokryć rządowy fundusz dla biednych.
"Gazeta Wyborcza" powołując się na rozmowę BBC z synową kobiety zaznacza, że ta nie miała pojęcia, że podawany lek jest wersją eksperymentalną. Żadna z kobiet nie podpisywała zgody na użycie wobec niej tego leku, żadna z nich również nie potrafiła czytać. Lek wywołał skutki uboczne, które doprowadziły do śmierci kobiety.
Specyfik, który kobieta zażyła przed śmiercią, ostatecznie nie trafił do aptek, gdyż - według testów - szkodził pacjentom, zamiast im pomagać - informuje "Gazeta Wyborcza".
Czytaj więcej: wiadomosci.onet.pl
