Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie narażenia pacjentów z udarem na niebezpieczeństwo.
Zdaniem Szpitala w Bielsku Podlaskim, dyspozytor pogotowia ratunkowego popełnił przestępstwo, kiedy odmówił przewiezienia dwóch chorych z podejrzeniem udaru mózgu do szpitala klinicznego w Białymstoku, gdzie znajduje się specjalistyczny oddział neurologii.
Zamiast tego, zgodnie ze wskazówkami wojewódzkiego konsultanta medycznego, pozostawił ich w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR), który nie jest w stanie podjąć skutecznego leczenia w takich przypadkach. Obaj: 70- i 84-latek, ostatecznie przewiezieni zostali do USK w Białymstoku. W przypadku pierwszego mężczyzny - dopiero po kilku godzinach po przekazaniu do pierwszej placówki.
Jak podkreślają lekarze, w takich przypadkach czas działa na niekorzyść pacjentów. Jak najszybciej trzeba im bowiem podać specjalistyczne leki trombolityczne, które mogą uratować mu życie lub ograniczyć skutki choroby. W przypadku udarów są to 3 godziny.
Za mało na akt oskarżenia
- Prokurator stwierdził, że decyzja wojewódzkiego koordynatora ds. ratownictwa była błędna - tłumaczy Adam Naumczuk, zastępca Prokuratora Rejonowego w Bielsku Podlaskim. - Nie wystarczyło to jednak na przedstawienie mu zarzutu, gdyż obaj pacjenci mimo wszystko trafili pod opiekę medyczną. Dlatego podjęliśmy decyzję o umorzeniu śledztwa.
Choć na uprawomocnienie się jej pozostało jeszcze kilka dni, kierownictwo bielskiego szpitala, która w styczniu br. złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, nie zamierza wnosić zażalenia. Takie przysługuje stronom postępowania.
- Nie chodzi nam o to, aby kogoś posadzić do więzienia. Chodzi tylko o to, aby system ratownictwa medycznego faktycznie służył pacjentom - mówi dr Arsalan Azzaddin, zastępca dyrektora placówki. - Nie wolno bawić się życiem ludzkim. Skoro pogotowie dostaje potężne sumy od wojewody na transport, to powinien wykonywać swoje obowiązki. Z drugiej strony, jeśli członkowie zespołu karetki nie potrafią rozpoznać udaru, to może należałoby pomyśleć o zatrudnieniu w pogotowiu osób o właściwych kwalifikacjach.
Czytaj więcej: wspolczesna.pl
