Sytuacja sochaczewskiego ratownictwa medycznego zdominowała debatę społeczną dotyczącą bezpieczeństwa w naszym powiecie, jaka 21 listopada br. odbyła się w siedzibie starostwa. Mimo że zapewne nie był to temat przewidziany do dyskusji przez organizatorów spotkania, które z założenia miało dotyczyć działalności policji. Ale zgromadzeni skorzystali z obecności wojewody mazowieckiego Jacka Kozłowskiego, by zapytać go o pogotowie.
Fakt, że to temat obecnej kondycji sochaczewskiego pogotowia zdominował debatę dotyczącą bezpieczeństwa w naszym powiecie, podyktowany był brakiem zaufania mieszkańców do nowego operatora ratownictwa medycznego. Zgromadzeni w sali konferencyjnej starostwa skorzystali z obecności wojewody mazowieckiego Jacka Kozłowskiego, by zapytać go o działania w tej sprawie i wyraźnie zasygnalizować problem.
- W tej chwili prokuratura bada cztery przypadki, w których istnieje podejrzenie złego zadziałania ratownictwa medycznego w państwa powiecie. Niezależnie od tego, ja również toczę postępowania wyjaśniające w tej sprawie. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Falckowi grożą konsekwencje finansowe włącznie z możliwością utraty kontraktu - odpowiadał wojewoda Jacek Kozłowski.
Przypomnijmy, po zamianach w systemie ratownictwa medycznego w województwie mazowieckim powstało sześć rejonów operacyjnych, w tym grodziski, do którego należy Sochaczew. Zgodnie z wymaganiami ustawowymi latem bieżącego roku przeprowadzono konkurs, który wyłonił nowego operatora naszego rejonu. Została nim duńska firma Falck, która 1 lipca, podpisując kontrakt na 3 lata, zastąpiła dotychczasowego operatora sochaczewskiego – firmę Riemer z Grodziska Mazowieckiego.
Co istotne, niezależny koncern Falck dysponuje własnymi pracownikami pogotowia i własnym sprzętem, w tym karetkami, więc zmiana operatora wiązała się i z częściowymi zwolnieniami dotychczasowej kadry, i rezygnacją z użytkowania dotychczasowej, nota bene doskonale przygotowanej, bazy sochaczewskiego pogotowia przy Szpitalu Powiatowym w Sochaczewie. Szpital przestał być podwykonawcą, utracił więc automatycznie dochody z tego tytułu w wysokości około 500-tysięcy złotych rocznie.
- Czuję się dziś jak upośledzony - mówił podczas debaty dyrektor sochaczewskiego szpitala Piotr Szenk. - Mamy znakomitą bazę do świadczenia usług z zakresu ratownictwa medycznego, karetki, które dziś stoją zupełnie niewykorzystane. - Czy pan wie, gdzie garażują karetki Falcka? - zwrócił się do wojewody prezes sochaczewskiego sądu Jacek Woźnica. - Czy pan wie, co się dzieje z karetkami szpitalnymi i ile osób zostało zwolnionych? Czy wojewoda w trakcie przeprowadzania tego konkursu oceniał skutki społeczne, jakie wywoła wybór nowego operatora?. - Karetki Falcka stoją pod krzakami, a nie tam, gdzie powinno być ich miejsce - dodał Wiesław Domagalski.
Jacek Kozłowski podkreślił, że to NFZ odpowiada za konkurs, a wojewoda tylko wskazuje miejsce wyczekiwania karetek. - W wyniku zmian skróciliśmy czas oczekiwania na karetki o 40%. Zapewniam, że od czasu wyboru Falcka miesiąc po miesiącu badamy statystyki z rejonu grodziskiego i nie ma różnic pomiędzy czasem dojazdu karetki, jaki zapewniał dotychczasowy, a jaki realizuje nowy operator.
- Jak dotąd nie ma namacalnych dowodów przeciwko Falckowi, choć jak wspomniałem, będziemy przyglądać się sprawie - kontynuował wojewoda. - Myślę, że obserwowana nieufność wobec obecnego operatora może wiązać się z trudnymi, ale oczywistymi konsekwencjami dokonanej zmiany, jak utrata pracy przez część pracowników i nagłe podejrzenia co do jakości wykonywanych przez ratownictwo medyczne usług. Z dotychczasowego doświadczenia wiemy, że często te skargi się nie potwierdzają. To trochę jak szukanie dziury w całym. Szpital jest niezadowolony, bo utracił dochody z tytułu świadczenia usług podwykonawcy. Wiadomo, na ratownictwo medyczne jest przekazywane sporo pieniędzy, ale nie mogą one stanowić źródła łatania dziur w budżetach lokalnych szpitali.
W dalszej części swojej wypowiedzi wojewoda Kozłowski przekonywał do słuszności centralizacji systemu ratownictwa medycznego, jaka jest obecnie realizowana, a której pozytywne skutki będą wyraźnie zauważalne za niecałe trzy lata, gdy całym województwem zarządzać będą duże dyspozytornie obsadzone na stałe trzema dyspozytorami, w pełni zinformatyzowane, korzystające z najnowocześniejszych technologii, w tym systemu automatycznego „namierzania” dzwoniącego po pomoc przez GPS. Prosił też jednak o zgłaszanie wszystkich przypadków nieprawidłowej pracy Falcka, zwracając uwagę, że do niego żadna formalna skarga dotychczas nie wpłynęła, że dysponuje tylko doniesieniami prasowymi.
Większość zarzutów wobec Falcka dotyczy zbyt długiego czasu dojazdu karetki do chorego. Jedno z najgłośniej komentowanych przez prasę lokalną zdarzeń skończyło się śmiercią podopiecznego Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie, który czekał na lekarza pogotowia w sumie około godziny. To między w tej sprawie prokuratura bada, czy za zgon chorego odpowiada operator karetek.
Pytanie tak o stan, jak przyszłość pogotowia ratunkowego w Sochaczewie pozostaje więc otwarte. To jednocześnie pytanie o sens komercjalizacji służby, której zadaniem jest ratowanie zdrowia i życia ludzkiego. Czy pieniądze powinny decydować o wyborze operatora ratownictwa medycznego? Czy wybór najtańszej firmy nie oznacza tańszej, gorszej usługi, jeśli pomoc chorym i umierającym możemy nazwać usługą? Na szczęście, jak publicznie ogłosił wojewoda Jacek Kozłowski: - Ministerstwo Zdrowia zapowiada odejście od kontrowersyjnej ustawy o Ratownictwie Medycznym. Rząd zmierza do stworzenia państwowego ratownictwa medycznego, które działałoby na wzór straży pożarnej czy policji.
Że tak powinno być, zgadza się chyba większość z nas.
Źródło: e-sochaczew.pl
