Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pomysł był prosty. Sprawdzimy, czy jesteśmy bezpieczni podczas imprez masowych organizowanych w Poznaniu. Pogłoski o tym, że koncerty obsługują firmy medyczne nieposiadające odpowiedniego przygotowania i wyposażenia wydawały się przesadzone. Nic więc prostszego. Iść na koncert, poprosić ratowników medycznych o pokazanie toreb, zajrzenie do karetki. Tym bardziej, że obowiązujące od kwietnia tego roku rozporządzenie ministra zdrowia wyraźnie wskazuje minimalne wymagania dotyczące zabezpieczenia pod względem medycznym imprezy masowej.

Zaczęliśmy od piątkowego koncertu Bajmu w poznańskiej Arenie. Kilka minut przed rozpoczęciem imprezy trudno było znaleźć kogokolwiek z obsługi medycznej, choć na sali był już prawie komplet publiczności.

Pracownicy ochrony z firmy Bokser poinformowali nas, że ratowników należy szukać przywejściu C. Rzeczywiście, stała tam zamknięta na głucho karetka. Niestety, bez jakichkolwiek oznak życia. Obsługa ambulansu odnalazła się po dłuższej chwili w punkcie medycznym, choć wcześniej ochroniarze zapewniali, że nikogo tam nie ma.

Z punktu wyszła ratowniczka medyczna i lekarz (o tych funkcjach informowały napisy na kurtkach). Dwie osoby, choć żeby właściwie zabezpieczyć tę imprezę powinny być co najmniej cztery (jeden patrol ratowniczy i jeden zespół wyjazdowy).

Powiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć, jak od strony medycznej zabezpieczony jest koncert.

- Ale my nie jesteśmy przygotowani, trzeba było wcześniej się umówić - mówi ratowniczka.

- Nieprzygotowani na co? Naudzielanie pomocy prawie 3 tysiącom ludzi, którzy właśnie bawią się w Arenie? - pytamy. - Chcielibyśmy tylko zobaczyć wnętrze karetki, może zrobić zdjęcie przy defibrylatorze?

Nazwa podstawowego sprzętu, który powinien być w każdej karetce wprowadza wyraźny popłoch.

- Bo macie chyba defibrylator? - brniemy dalej. Odpowiedzi nie było. Ratowniczka odwróciła się na pięcie i uciekła. - Ja jestem tylko wynajęty - zarzekł się od razu lekarz.

Nie zobaczyliśmy więc ani defibrylatora, ani worka samo-rozprężalnego, ani butli z tlenem medycznym, ani nawet zwykłych opatrunków, czy termometru. A to tylko niektóre z 30 elementów, które według rozporządzenia powinny stanowić wyposażenie punktu medycznego.

Czytaj więcej: gloswielkopolski.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account