Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Powinien ratować ludzkie życie, a sam o mały włos się go nie pozbawił. Piotr K. (31 l.), sanitariusz ratownictwa medycznego, po pijanemu wsiadł za kierownicę swojego samochodu. Niedługo potem wjechał w ogrodzenie stojącego przy drodze domu i odbił się od ulicznej latarni. Cud, że w ogóle przeżył. Samochód rozpadł się niemal na pół, ale pijany kierowca wyszedł z tego wypadku bez szwanku.

Dochodziła godzina 23, gdy krajową "czternastką" do Pabianic od strony Sieradza wjechał pędzący z zawrotną prędkością chevrolet lacetti. Nagle na prostym odcinku jezdni kierowca stracił panowanie nad autem. - Pędził chyba ze 150 km na godzinę. Zjechał na pobocze, potem walnął w betonowe ogrodzenie, a następnie w latarnię - mówi jeden ze świadków wypadku.

Więcej: se.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account