Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pobity, ciężko ranny w głowę mężczyzna, kilkadziesiąt minut czekał na przyjazd karetki pogotowia.
 — Policjanci, którzy bardzo szybko zjawili się na miejscu zdarzenia, chcieli już zabrać go do szpitala radiowozem — relacjonuje Jerzy Szerszeń, krewny poszkodowanego. — Gdy wreszcie przyjechali ratownicy, kazali mojemu siostrzeńcowi wstać z ziemi i wsiąść do karetki. A chłopak miał w trzech miejscach pękniętą podstawę czaszki i leżał w kałuży krwi.

30-letni Rafał spędzał piątkowy wieczór w gronie rodzinnym w Jegłowniku. Ponieważ w pobliżu jego domu otwarto dyskotekę, wraz z bliskimi przeniósł się do lokalu. Gdy w nocy wyszedł na chwilę do domu, został napadnięty i pobity.
 Po jednym z ciosów mężczyzna upadł uderzając głową w krawężnik. Przez kilkadziesiąt minut leżał w kałuży krwi czekając na przyjazd pogotowia.

Ciężko rannego mężczyznę znalazła żona i znajomi. Natychmiast powiadomili pogotowie i policję. Pierwsi na miejscu zjawili się kryminalni z Elbląga.
— Dwa policyjne radiowozy przyjechały bardzo szybko — opowiada Jerzy Szerszeń, krewny Rafała. — Natomiast na karetkę pogotowia trzeba było czekać około 35-45 minut. Wszyscy byliśmy zdziwieni dlaczego tak długo to trwało. Przecież z Elbląga do Jegłownika jedzie się góra piętnaście minut.

W międzyczasie rodzina rannego mężczyzny kilkakrotnie dzwoniła na pogotowie.

— Dzwonili już nie tylko do Elbląga ale i do Malborka. Na pogotowie dzwonili również obecni na miejscu policjanci — informuje Jerzy Szerszeń. — Policjanci zastanawiali się nawet, czy nie zabrać Rafała radiowozem do szpitala.

Zaistniałą sytuację potwierdza oficer prasowy KMP w Elblągu.
— Rzeczywiście policjanci rozważali przewiezienie rannego do szpitala, ale zrezygnowali z tego, ponieważ nie było wiadomo, jakiego rodzaju uraz ma ten mężczyzna. Poza tym w radiowozie nie ma warunków do przewożenia rannych — mówi mł. asp. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy elbląskiej policji.

Feralnej nocy pogotowie zostało wezwane na ul. Malborską w Jegłowniku. Jak twierdzą świadkowie tego zdarzenia - informacji tej w pogotowiu nie udało nam się potwierdzić - dyspozytor owszem skierował karetkę na ul. Malborską, ale... w Elblągu.

Z dokumentacji medycznej pogotowia wynika jednak coś zupełnie innego.

— Zgłoszenie nastąpiło o godzinie 1.48, wyjazd karetki o 1.49, a na miejscu była o godzinie 2.00 — informuje Małgorzata Twardowska, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu.
Jeszcze inną godzinę zgłoszenia incydentu zarejestrowała policja.
— Pierwszy telefon w tej sprawie oficer dyżurny odebrał o godz. 1.42 — informuje Krzysztof Nowacki.

Rodzina poszkodowanego Rafała ma pretensje nie tylko o to, że ich zdaniem zbyt długo czekali na pomoc. Chodzi też o podejście ratowników do rannego 30-latka.

— Ratownicy medyczni wyszli z karetki, podeszli do leżącego we krwi Rafała i powiedzieli, że ma wstać — opowiada Jerzy Szerszeń. — Dopiero jak ludzie zaczęli na nich krzyczeć, to wrócili do karetki po nosze.

Mężczyzna został przetransportowany do szpitala wojewódzkiego. Trafił na oddział neurochirurgii. 

— Badania wykazały, że ma pogruchotaną czaszkę: pęknięcie podstawy czaszki w trzech miejscach, krwiak, miał też wylew krwi z uszu — wylicza Szerszeń.

Zdaniem lekarzy stan pacjenta jest bardzo ciężki, ale stabilny.

— Potraktowali go jak jakiegoś pijaka. Rafał miał wypite, ale to była rodzinna impreza, a to bardzo spokojny chłopak — twierdzi jego krewny.
Rafał Maliszewski, Karolina Krajewska

Źródło: dziennikelblaski.wm.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account