Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki uważa, że duże lecznice działają sprawniej. Po toruńskim projekcie połączenia Szpitala Wojewódzkiego w Toruniu z Wojewódzkim Ośrodkiem Lecznictwa Psychiatrycznego, Szpitalem Zakaźnym oraz pogotowiem ratunkowym teraz przyszła kolej na łączenie placówek medycznych we Włocławku.
We Włocławku ma nastąpić fuzja Szpitala Wojewódzkiego i tamtejszej stacji pogotowia. W poniedziałek (25 czerwca) podczas obrad sejmiku, który zajmował się m.in. kwestią łączenia placówek, protestowali ratownicy medyczni z włocławskiego pogotowia. Nie wysłuchano jednak ich argumentów przeciwko łączeniu placówek.
Ostatecznie przegłosowano rozpoczęcie prac nad fuzją przy 27 głosach za i sześciu przeciwnych. Ostatecznie uchwała dotycząca połączenia ma zostać podjęta we wrześniu.
Włodzimierz Malinowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Pogotowia twierdzi, że radni głosowali nad propozycją połączenia nie znając projektu tego przedsięwzięcia i zasugerował, że fuzja jest jedynie pretekstem do zmian kadrowych we włocławskich lecznicach.
- Jesteśmy kategorycznie przeciwni fuzji. Stacja pogotowia bardzo dobrze radzi sobie w obecnych warunkach rynkowych. Każdy kolejny rok zamykamy na plusie w wysokości około 130 tys. zł jednocześnie inwestując. Dysponujemy nowoczesnym sprzętem medycznym, nasi pracownicy nieźle zarabiają. Szpital ma natomiast obecnie 5,5 mln zadłużenia, dodatkowo zaciągnął kredyt w wysokości 15 mln. W momencie połączenia tych placówek stacja stanie się bankrutem - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Włodzimierz Malinowski.
Jak mówi przewodniczący ZZPP włocławskiej stacji pogotowia, załoga placówki nie składa broni i będzie na drodze prawnej starała się przeciwdziałać połączeniu placówek.
Źródło: rynekzdrowia.pl
