Miało być sprawniej, bliżej i zdecydowanie lepiej. Niestety, tylko miało. Od stycznia w Białymstoku funkcjonują dwa pogotowia ratunkowe. - Niestety, do nowej placówki ciężko jest dojechać, dodzwonić się. A warunki też pozostawiają wiele do życzenia - mówi jeden z Czytelników
Do końca ubiegłego roku pomoc w nocy i w święta można było otrzymać wyłącznie przy ulicy Poleskiej. Warunki - zwłaszcza ostatnio, kiedy pogotowie przeniosło się do nowego budynku - znacznie się poprawiły. Przestronny korytarz, dwa gabinety dla dorosłych, dwa dla dzieci i gabinet zabiegowy. Oddzielnie - sala do EKG.
- Przychodziło się tam, zajmowało kolejkę i czekało. Było gdzie usiąść, gdzie powiesić płaszcz. Nawet w tej starej siedzibie było wystarczająco dużo miejsca. W ośrodku przy ulicy Miłosnej jest jakiś koszmar - mówi nasz Czytelnik. - Malutki korytarz, a w nim rejestracja, dosłownie kilka krzeseł i ani jednego pod gabinetem zabiegowym.
Jak twierdzi, kiedy był tam w weekend, przyszło mnóstwo ludzi właśnie do gabinetu zabiegowego.
- Nie było gdzie usiąść. Do tego doszli ludzie, którzy przyszli do lekarza, trzeba ich było rejestrować, a procedura tutaj jakaś skomplikowana. Nie wystarczyła książeczka ubezpieczeniowa ani PESEL. Jeszcze milion pytań o telefon, o coś jeszcze... Wszystko trwało bardzo długo i w takich warunkach, że szkoda gadać - skarży się Czytelnik.
Czytaj więcej: bialystok.gazeta.pl
