Głos w słuchawce: "Kubuś leży na plecach i nie oddycha". Dyspozytor natychmiast wysyła zespół karetki pogotowia wraz z lekarzem. Ratownicy na miejscu znajdują martwą... papugę. Nieuzasadnionych wyjazdów karetek pogotowia jest dużo więcej. W całym kraju ponad pół miliona wyjazdów to wyjazdy do pacjentów, których życie lub zdrowie nie jest zagrożone. Prawdziwą zmorą ratowników są pijani, którzy często powinni się jedynie wyspać.
Według szacunków łódzkiego pogotowia nietrafione wyjazdy to ponad 70 procent wszystkich zgłoszeń. Ratownicy medyczni powinni wyjeżdżać tylko w przypadkach nagłych i zagrażających życiu. Najczęściej jednak kursują do pijanych, którzy albo sami wzywają pomoc, albo po karetkę dzwonią przechodnie, którzy sami boją się podejść i sprawdzić, co dolega leżącemu na ulicy. - Jesteśmy podrywani do pijanego człowieka, który powinien się przede wszystkim wyspać - mówi Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia. - W takich przypadkach wystarczyłaby straż miejska albo policja, która odwiozłaby go na izbę wytrzeźwień - dodaje.
Każdemu wolno, ale zastanówmy się, czy to naprawę konieczne
Kiedy dzieje się coś naprawdę pilnego, to my blokujemy karetkę, bo zajmujemy się pacjentem, którym zajmować się nie powinniśmy - podkreśla Tyka. - Nie wolno bać się wzywać karetki, to świadczenie jest bezpłatne i każdemu się należy, ale trzeba się zastanowić, czy wezwanie jest zasadne - uczula Tyka.
Najbardziej spektakularnym nieuzasadnionym wyjazdem okazał się w Łodzi kurs do umierającego Kubusia. - Kubuś w klatce był papugą i tak samo nazywało się dziecko - opowiada Bogusław Tyka. - Jego siostra zadzwoniła do ojca z informacją, że Kubuś leży na plecach i nie oddycha, ojciec natychmiast powiadomił pogotowie, wyjechały wszystkie służby ratownicze, na miejscu okazało się, że umierał ptaszek- mówi dyrektor łódzkiego pogotowia.
Czytaj więcej: wiadomosci.gazeta.pl
