Gdy pan Eugeniusz Diakowicz z Prądówki poczuł ból w klatce piersiowej, jego żona wezwała karetkę. Ta musiała zatrzymać się kilka kilometrów od jego domu, gdyż zakopała się na błotnistej drodze powiatowej. Pacjent musiał do ambulansu dotrzeć sam.
- Mój mąż jest po trzech zawałach, w ostatnim wypisie ze szpitala jest jasno napisane, że gdy tylko poczuje się gorzej, to musimy wzywać karetkę - opowiada Mariola Diakowicz. - Kiedy poczuł duszności i ból w klatce piersiowej, to natychmiast zadzwoniliśmy po pogotowie. Niestety, po chwili dostaliśmy telefon od jej załogi, że nie są w stanie dojechać na miejsce, ponieważ ambulans utknął około 4 kilometrów od naszego domu. To tam droga wygląda najgorzej - relacjonowała.
Syn państwa Diakowiczów sam zawiózł ojca w pobliże miejsca, gdzie stała karetka. Niestety, ostanie 300 metrów pan Eugeniusz musiał pokonać pieszo.
- W ubiegłym roku do naszej sąsiadki również nie dotarła karetka, a z tego, co wiem, nie był to odosobniony przypadek - twierdzi pan Eugeniusz.
- Od 4 lat sytuacja wygląda tu jeszcze gorzej - dodaje.
Państwo Diakowicz zgłosili sprawę władzom powiatu nowotomyskiego. Do czerwca droga ma być naprawiona.
Źródło: glowielkopolski.pl
