Za 70 tys. zł chciał sprzedać swoją nerkę na popularnym portalu ogłoszeniowym. Jest pewien, że gdyby nie moderatorzy, którzy zdjęli jego ogłoszenie, dzisiaj mógłby spokojnie żyć, nie martwiąc się o pieniądze. Malwina wynajęła brzuch. Zarobiła 120 tys. zł. A Sabina wzięła 15 tys. zł za swoją cnotę.
Takich sposobów na zarobek jest więcej. Nie mając pomysłu na to, jak wyjść z długów, handlują swoim ciałem. 28-letnia Malwina na sprzedaż wystawiła swój brzuch. – Byłam w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Tak się jakoś życie ułożyło, zaufałam złej osobie, ale to temat rzeka i wolałabym o tym nie rozmawiać. Zostałam sama, ze strasznymi długami, komornik zajął mi konto w banku. Błagałam szefa, żeby wypłacał mi prowizję pod stołem, żebym miała za co żyć. Potrzebowałam zastrzyku gotówki. W telewizji leciał akurat program o tragedii małżeństw, które nie mogą mieć dzieci.
Wiem, że wiele par ma podobne problemy, pomyślałam więc, dlaczego nie? Przecież mogę im urodzić dziecko, a przy tym jeszcze zarobić – opowiada. Na jej ogłoszenie o nagłówku „Wynajmę brzuch” odpowiedziało 13 par. Większość jednak po spotkaniu rezygnowała. – Dla ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci, a adopcji nie biorą pod uwagę, to jest jedyna nadzieja, ale część z nich nie wytrzymuje presji. Boją się, że surogatka nie odda im dziecka, jak już się urodzi. Dodatkowo problemem było to, że nigdy nie byłam w ciąży, a to wzmagało strach tych par. Uważały, że pierwszego dziecka na pewno nie będę chciała oddać. Myślę jednak, że ogólnie wzbudzałam ich zaufanie. Część osób mówiła mi, że spodziewali się desperatki, myśleli, że może potrzebuję kasy na alkohol albo narkotyki. A ja mam pracę, wyższe wykształcenie, miałam też ułożone życie osobiste, ale ono legło w gruzach, a ja utonęłam w długach. Potrzebowałam pieniędzy, to wszystko – dodaje.
Malwina zarobiła 120 tys. zł, dodatkowo płacono za jej wizyty u lekarza, leki, hospitalizację. Nie miała ani chwili wątpliwości. Dziecko oddała, a za pieniądze spłaciła część długu. Dzisiaj podjęłaby taką samą decyzję, nie wyklucza również, że w przyszłości raz jeszcze zostanie surogatką. – Swoich dzieci na razie mieć nie zamierzam. Muszę odbić się od dna, ułożyć życie i znaleźć odpowiedniego mężczyznę. Być może zostanę jeszcze surogatką, nie wykluczam. Na razie oswajam się z sytuacją po porodzie. W pracy oczekiwali, że pójdę na macierzyński, a ja wróciłam od razu. Sąsiedzi też węszą. Kiedy raz odpowiedziałam, że byłam surogatką, do dziś wytykają mnie palcami i wyzywają od wyrodnych matek – żali się.
Czytaj więcej: biznes.onet.pl
