Dwa miesiące temu urodziła dziecko. Od tygodnia czuła się fatalnie. Skręcały ją bóle brzucha, a leki nie pomagały. Myślała, że pomoże jej pogotowie. W poniedziałek przed południem, kiedy mieszkanka Wrześni była w domu sama z małym dzieckiem, bóle się nasiliły. Mąż, który wrócił z pracy, próbował wezwać karetkę. Bezskutecznie. Usłyszał od dyspozytora z Pleszewa, że kobieta ma się udać do lekarza rodzinnego. To samo usłyszał kuzyn chorej, zawodowy strażak. Dlaczego doszło do takiej sytuacji?
Pleszewskie Centrum Medyczne, które zapewnia transport karetkami na terenie powiatu, nie ma sobie nic do zarzucenia: – Powodem zgłoszenia wyjazdu karetki do tej pacjentki były trwające od tygodnia bóle brzucha, bez jakichkolwiek innych objawów. Nie był to więc stan zagrożenia życia – uważa Ireneusz Praczyk, rzecznik prasowy PCM. – Na pytanie, dlaczego pacjentka nie pójdzie do swojego lekarza prowadzącego, zgłaszający odpowiedział, że nie ma środka transportu, bo mąż jest w pracy i nie ma z kim zostawić dziecka. Niestety, nie są to wskazania do wysłania karetki reanimacyjnej z lekarzem – ubolewa rzecznik.
Według Praczyka dyspozytorzy wysyłają specjalistyczne zespoły ratownictwa medycznego do ściśle określonych sytuacji, gdzie istnieje bezpośrednie ryzyko zagrożenia życia, a „nie wtedy, gdy brak transportu, długa kolejka do lekarza rodzinnego, lub brak opieki osób trzecich”. – Przecież w tym samym czasie może zdarzyć się ciężki wypadek, lub konieczność działań reanimacyjnych. Kiedy zachodzi taka potrzeba, dyspozytor konsultuje swoją decyzję z lekarzem, i tak właśnie było w opisanej sytuacji – dodaje Praczyk.
Na koniec rzecznik podzielił się osobistą refleksją: – W pełni rozumiejąc cierpienia tej kobiety i po ludzku współczując, pragniemy zauważyć, że system Państwowego Ratownictwa Medycznego nie powstał po to, aby zaradzić trwającym tydzień bólom brzucha, czy podwieźć pacjenta do lekarza, ale po to, by ratować ludzkie życie – stwierdza. Dodajmy, że chora znalazła pomoc we wrzesińskim szpitalu. (tom)
Źródło: wrzesnia.info.pl
