Ministerstwo Zdrowia potwierdziło - co wykazywała "Gazeta" - że nie trzeba wyposażać karetek w drogie pompy do podawania pacjentom płynów, takie, jakie stosuje się w szpitalach. Chciał to wymusić opolski NFZ
Przypomnijmy: startujący w konkursie na ratownictwo medyczne w naszym regionie zostali zaskoczeni żądaniem komisji konkursowej, by wyposażyli swe karetki w przepływowe pompy wolumetryczne, które na co dzień stosuje się na oddziałach szpitalnych np. przy chemioterapii i które kosztują 5 tys. zł za sztukę. Opolski NFZ upierał się - mimo opinii krajowego, jak i regionalnego konsultanta od ratownictwa medycznego - że stosowane dotąd w karetkach prostsze i tańsze pompy strzykawkowe są niewystarczające. Jak ustaliliśmy, w pompę przepływową zaopatrzyła wcześniej karetkę w Kluczborku szefowa tamtejszego szpitala, jednocześnie radna wojewódzka PSL Renata Jaszcz-Zalewska, której placówka też startuje w przetargu i gdyby wymóg pomp przepływowych został utrzymany, dostałaby dodatkowe punkty w konkursie.
Protestowali przeciwko temu inni startujący w konkursie, ale ich monity komisja konkursowa opolskiego NFZ zbywała.
Po tym, jak "Gazeta" zainteresowała się tematem i wysłała pytanie do Ministerstwa Zdrowia, opolski NFZ zdecydował się zrobić to samo. Wczoraj przyszła odpowiedź. Że pompy strzykawkowe - a nie tylko przepływowe, których wymagał opolski NFZ - spełniają wymogi ministerstwa dotyczące wyposażenia ambulansów. Oznacza to także, że startujący w konkursie, którzy zakupili wcześniej pompy przepływowe, nie dostaną za to dodatkowych punktów.
