— Było już po godzinie 22, kiedy zadzwoniłam pod numer ratunkowy. Mówiłam, że bardzo boli mnie brzuch — relacjonuje mieszkanka miejscowości Stachy, gm. Wielbark. — Podano mi numer do lekarza pełniącego dyżur wyjazdowy w Szczytnie. Lekarka powiedziała, że nie przyjedzie.
Zgłosiła się do nas kobieta, która twierdzi, że nie udzielono jej właściwej opieki medycznej.
Z jej relacji wynika, że gdy potrzebowała pomocy lekarskiej, sama nie mogła dotrzeć do lekarza. Dzwoniła więc na numer ratunkowy i do nocnej i świątecznej wyjazdowej opieki lekarskiej. Mimo silnego bólu brzucha, nie doczekała się pomocy. Do najbliższej przychodni w Wielbarku zawiózł ją nad ranem sąsiad. — My nie mamy samochodu — tłumaczy kobieta. Tam lekarz zadecydował o natychmiastowym wezwaniu karetki. Tego samego dnia mieszkanka Stach przeszła operację.
O wyjaśnienie całej sytuacji poprosiliśmy Warmińsko-Mazurski Odział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia.
— Jeżeli w opisanej sytuacji pacjent poczuł się tak źle, to naturalne, że zadzwonił na pogotowie. Dysponent jest w tym momencie osobą decydują, czy stan pacjenta jest na tyle poważny (stan zagrożenia życia), że należy wysłać zespół ratownictwa medycznego, czy potrzebna jest tylko wizyta domowa w ramach opieki nocnej i świątecznej — wyjaśnia Magdalena Mil, rzecznik prasowy WM OW NFZ. — Decyzja dysponenta w opisanym przypadku była taka, że stan pacjenta nie wymaga interwencji ZRM i wskazano pacjentce numer telefonu do opieki nocnej. Tutaj decyzję o potrzebie wizyty domowej podejmuje lekarz pełniący dyżur w ramach umowy na opiekę wyjazdową. Nie miał on prawa odmówić wizyty domowej pacjentce pod warunkiem, że z jego wiedzy medycznej i informacji, jakie uzyskał od pacjentki, wynikało, że taka wizyta jest niezbędna.
WM OW NFZ zwrócił się też do placówki, która w tym czasie sprawowała nocną i świąteczną wyjazdową opiekę lekarską, z prośbą o pilne wyjaśnienie sytuacji.
Kierowniczka placówki zapewniała, że chciałaby zrekompensować pacjentce doznane przykrości. — Skończyło się na rozmowie wyjaśniającej i tyle — mówi pani Wiesława.
Pani Wiesława przeszła operację. Dziś czuje się lepiej, wróciła już do pracy. Pozostał jednak żal, że nie udzielono jej od razu pomocy. — Najsmutniejsze jest to, że od lekarski, która odmówiła przyjazdu nie doczekałam się osobistych przeprosin — mówi kobieta.
Nam udało się ustalić i porozmawiać z lekarką, która owej feralnej dla pani Wiesławy nocy odmówiła przyjazdu. Poniżej publikujemy list od lekarki.
W nawiązaniu do naszej rozmowy na temat nieudzielenia na czas właściwej pomocy Pani Wiesławie, chciałabym jeszcze raz wyrazić żal z powodu dodatkowych cierpień, które stały się udziałem pacjentki z powodu nieudzielenia na czas pomocy medycznej. Równocześnie chciałabym wyjaśnić, jak doszło do zaistnienie takiej sytuacji. Z góry zaznaczam, że mogę nie pamiętać zbyt dokładnie rozmowy z pacjentką (...), a przebieg zdarzeń odtwarzam z pamięci, oraz z relacji pacjentki. Rozmowa telefoniczna nie została niestety nagrana, co utrudnia weryfikację zdarzeń.
(...) Pełniłam dyżur wyjazdowy w ramach nocnej i świątecznej opieki lekarskiej. W ramach tego dyżuru realizujemy wizyty domowe w „uzasadnionych przypadkach”. Określenie „uzasadnione przypadki” jest mało precyzyjne i kwalifikacja wyjazdów pozostawiona jest wiedzy lekarza, jego doświadczeniu, a czasami intuicji. Przepisy nie precyzują również, czy uzasadnieniem wyjazdu jest brak samochodu u pacjenta, który samodzielnie się porusza. Z grupy uzasadnionych przypadków wyłączone są stany zagrożenia życia, do których wyjeżdża pogotowie ratunkowe. W praktyce dyspozytorce pogotowia, którą najczęściej jest pielęgniarką, trudno jest ocenić „na telefon”, czy mamy rzeczywiście stan zagrożenia życia. Dlatego też utarło się, że w przypadku bólów w kl. piersiowej lub duszności wyjeżdża pogotowie, natomiast w przypadku bólów brzucha lub gorączki jedzie lekarz z wizytą domową wyposażony w słuchawki i recepty. Z tego też powodu pogotowie obowiązkowo jedzie do każdej pijanej osoby, która zamiast leżeć na twardej ławce, woli położyć się na miękkiej trawie. Życie niestety niesie wiele niespodzianek. Bóle w kl. piersiowej mogą być banalnym nerwobólem, a gorączka, lub bóle brzucha mogą być objawami choroby, która bez szybkiej interwencji może skończyć się śmiercią.
Gdy Pani Wiesława zadzwoniła (...) do pogotowia, mówiąc, że ma bóle brzucha i nie ma samochodu, żeby przyjechać do lekarza, dyspozytorka zgodnie ze schematem kazała dzwonić do lekarza realizującego wizyty domowe. Ja, po zebraniu wywiadu w rozmowie telefonicznej z pacjentką, szybko zorientowałam się, że sprawa jest poważna i nie da się jej załatwić wypisując receptę lub robiąc zastrzyk. Przeczuwałam, że będzie konieczne leczenie szpitalne. (...) Uważałam, że mój wyjazd do pacjentki spowoduje niepotrzebną zwłokę w udzieleniu właściwej pomocy i poleciłam jeszcze raz dzwonić na pogotowie, bo tylko pogotowie mogło zapewnić transport do szpitala. (...)
Byłam przekonana, że Pogotowie zrealizowało wezwanie. Dzisiaj dowiaduję się, że było inaczej. Jest mi przykro, że tak się stało. Żałuję, że nie zadzwoniłam do pogotowia i nie upewniłam się, czy karetka rzeczywiście została wysłana. Za to wszystko chciałabym pacjentkę przeprosić. Równocześnie dziękuje Pani Redaktor za zajęcie się tą sprawą, gdyż w przeciwnym razie prawdopodobnie nie wiedziałabym o cały zdarzeniu.
Z poważaniem
(Dane do wiadomości redakcji)
