Płocki szpital wysyła faktury nawet do trzylatków - alarmują rodzice małych pacjentów. Placówka twierdzi, że wszystko przebiega zgodnie z procedurami, a jako powód podaje to, że rodzice nie dostarczyli do szpitala informacji o ubezpieczeniu.
Na dostarczenie dowodu ubezpieczenia pacjenci mają 7 dni. Władze szpitala tłumaczą, że w przypadku braku takiego dokumentu, rachunki za leczenie wysyła się do pacjenta. Taka zasada obowiązuje także nieletnich pacjentów, których dane ma szpital.
Faktura za leczenie
Dlatego też pewien nastolatek za 4-dniowy pobyt w szpitalu otrzymał fakturę na ponad 12 tys. złotych. W podobnej sytuacji znalazła się 3-latka, która pocztą dostała rachunek za opatrunek na 120 złotych.
Zdaniem NFZ taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo zgodnie z przepisami pacjenci do 18. roku życia leczeni są za darmo.
Źródło: tvn24.pl
W Polsce nadal spada umieralność z powodu zawału serca, choć w mniejszym stopniu niż w latach 90. XX wieku. Coraz więcej jest za to chorych z niewydolnością serca - zaznaczyli specjaliści podczas I Wiosennej Akademii Kardiologicznej dla Dziennikarzy.
- Nie dogoniliśmy jeszcze krajów zachodnich pod względem zmniejszania się liczby zgonów z powodu zawału serca w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Kilka lat temu ocenialiśmy, że będzie to możliwe w 2011 r., ale to się nie udało. Teraz przypuszczamy, że będzie do możliwe w 2019 r. - powiedział prof. Grzegorz Opolski, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii.
Żaden z wrocławskich szpitali, które mają przyjmować rannych i chorych kibiców oraz gości podczas Euro we Wrocławiu, nie otrzyma dofinansowania od miasta ani od urzędu marszałkowskiego.
- Dostaliśmy zadanie, by podwyższyć gotowość szpitala w dniach rozgrywek, ale nikt nie pomyślał, by za tym poszły jakiekolwiek pieniądze - denerwuje się prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu. Tłumaczy, że szpital musi zapewnić dodatkowe dyżury lekarzy i pielęgniarek, a także sprzęt.
Kolejny problem to nieubezpieczeni pacjenci.
Już teraz szpital ma milion złotych kosztów, których nie da się ściągnąć z wyleczonych cudzoziemców, bo z tymi krajami Polska nie ma podpisanych umów (np. Ukraina i Białoruś). - Po mistrzostwach może się okazać, że ta kwota się jeszcze powiększy - zauważa Witkiewicz.
Szpital przy Kamieńskiego ma odpowiadać za zabezpieczenie stadionu miejskiego na Pilczycach. Kliniki przy Borowskiej - za strefę kibica w Rynku, wojskowy przy Weigla został przeznaczony na obsługę VIP-ów. Tylko kliniki zwróciły się z prośbą do marszałka Dolnego Śląska o dofinansowanie w wysokości dwóch milionów złotych.
Telemedycyna to świadczona zdalnie usługa medyczna. Do jej prowadzenia potrzebny jest telefon komórkowy, który zaopatrzony w odpowiednie końcówki na bieżąco informuje lekarza o stanie zdrowia osoby, u której konieczny jest monitoring. NFZ może finansować telemedycynę od 2013 roku.
Specjalne urządzenia do telemedycyny, w tym na przykład do monitoringu kardiologicznego i zdalnego wykonywania tele-EKG zostały opracowane w Instytucie Kardiologii przez zespół kardiologów pod kierownictwem prof. Ryszarda Piotrowicza dzięki uzyskanemu grantowi.
Telemedycyna może zwiększyć bezpieczeństwo chorego, który zanim sam odczuje zmiany w swoim stanie zdrowia może uzyskać pomoc medyczną dzięki ciągłemu monitoringowi jaką zapewniają urządzenia medyczne. Jednocześnie finansowanie usług przez NFZ wpłynie na ich powszechność.
Niemiecki system ochrony zdrowia różni się od polskiego pod niemal każdym względem.
Jest stabilny i silnie zdecentralizowany. Kompetencje i odpowiedzialność rozkładają się między władze federalne i landy. Największym płatnikiem są kasy. Najważniejszy głos w negocjacjach mają profesjonaliści medyczni. Zasady współpłacenia za usługi i leki są powszechnie akceptowane, a satysfakcja pacjenta z opieki zdrowotnej bardzo wysoka. Zręby współczesnego niemieckiego systemu ochrony zdrowia powstały w końcu XIX wieku. Kompetencje w tej dziedzinie rządy federalne tradycyjnie delegują do powszechnego ustawowego systemu ubezpieczeniowego (PUZ, powszechne ubezpieczenie zdrowotne). Jego najbardziej charakterystycznym elementem są samodzielne kasy (fundusze) chorych - spółki publiczno-prawne, działające, podobnie jak lekarze, poprzez korporacje.
Więcej: gazetalekarska.pl
Gdyby pacjenci żądali od lekarzy paragonów po opłaceniu prywatnej wizyty, kasy fiskalne w gabinetach byłyby tak powszechne, jak stetoskopy. Ale po co komu rachunek, jeśli nie można sobie odliczyć kosztów leczenia od podatku?
Obowiązek posiadania kasy fiskalnej przez lekarzy wynika z ustawy o podatku od towarów i usług z 11 marca 2004 roku i rozporządzenia ministra finansów z 26 lipca 2010 roku, które zniosło zwolnienie z obowiązku posiadania kas m.in. właśnie przez lekarzy i prawników. Wymóg posiadania kas fiskalnych w działalności gospodarczej tych dwóch grup zawodowych obowiązuje od początku maja 2011 r. i dotyczy tych, których obroty w poprzednim roku podatkowym przekroczyły 40 tys. zł.
MinHolder ( Medical Information Holder ) jest to odpowiedź na odwieczne problemy Polskiej służby zdrowia w zakresie wymiany informacji medycznych mogących wpływać na podejmowane akcje ratownicze.
Aktualnie w Polsce nie ma elektronicznego rejestru pacjentów, który umożliwiał by wymianę takich danych. W kilku słowach MinHolder jest niczym innym jak nośnikiem danych z portem USB o wyglądzie zbliżonym do karty kredytowej. Dane zawarte w niniejszym urządzeniu to wszelkie informacje medyczne plus dane dodatkowe, np. kontakty do najbliższych osób po historie przebytych chorób, itp. Idea projektu była niezwykle prosta, w sytuacji, w której ulegniemy poważnemu wypadkowi lub w wyniku choroby stracimy przytomność ratownik medyczny sięga po nasz MinHolder i prowadzi akcję ratunkową, zgodnie z danymi zawartymi w naszym urządzeniu.
Więcej: turystyka24h.pl
Spółka Szpitale Polskie z Katowic przejmując szpital powiatowy w Drawsku Pomorskim uzyskają finansowanie NFZ w 2012 roku na poziomie 16 mln zł. Dyrektorem został Dr Zbigniew Król, ze specjalizacją z zakresu medycyny rodzinnej, zdrowia publicznego oraz pediatrii.
- Plany rozwoju placówki muszą wpisać się w strategię województwa dla danego regionu oraz odpowiadać na potrzeby zdrowotne mieszkańców a także podlegać weryfikacji finansowej – mówi Dr Zbigniew Król - Typowymi schorzeniami dla Polski, w tym na pewno regionu stanowią kardiologia i onkologia. Na pewno bliska nam jest także idea badań profilaktycznych, szczególnie w zakresach, które odpowiadają specjalnościom szpitala. Niektóre dziedziny pozwalają na większą specjalizację świadczeń, a są to na przykład endoskopia i ortopedia.
Tylko w marcu z nocnej i świątecznej ambulatoryjnej opieki lekarskiej w szpitalu wojewódzkim skorzystało ponad 2000 pacjentów. 220 osób nie miało przy sobie dokumentu z aktualnym ubezpieczeniem zdrowotnym i tylko połowa z nich dostarczyła je później w ciągu tygodnia. Pozostali w konsekwencji otrzymali do zapłaty rachunki za leczenie w wysokości od 200 do 500 złotych.
Placówki zdrowia mają obowiązek sprawdzenia, czy pacjent korzystający z pomocy lekarskiej jest ubezpieczony. Jeśli tego nie zrobią, a chory nie będzie ubezpieczony - Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłaci za jego leczenie.
— Każdy pacjent, zgłaszający się na Szpitalny Oddział Ratunkowy, czy do ambulatorium chirurgicznego, otrzymuje potrzebną mu pomoc medyczną — zapewnia Małgorzata Twardowska, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu. — Zdajemy sobie sprawę, że trafiają tam ludzie w sytuacjach nagłych, nieprzewidzianych i ciężko od nich wymagać okazania dokumentu.
Dzień Pracownika Służby Zdrowia, Światowy Dzień Zdrowia oraz Święto Wojskowej Służby Zdrowia - wszystkie trzy wyjątkowe dni obchodzimy w kwietniu. Może w tym miesiącu warto pochylić się nad pracą mniej "widocznego" personelu placówek medycznych.
Lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny. To z nimi spotykamy się najczęściej trafiając np. do Szpitala Miejskiego w Gdyni. Jednak pracują tu ludzie, o których istnieniu nawet nie wiemy, a to przecież także dzięki nim jednostka działa prawidłowo.
- Robimy wszystko, co związane jest z bakteriami, wirusami atakującymi pacjentów i personel - wymienia Krystyna Wojtaszak, pielęgniarka epidemiologiczna Szpitala Miejskiego w Gdyni. - Przeprowadzamy kontrole epidemiologiczne, kierujemy pracą sterylizatorni szpitalnej, przygotowujemy materiał dla laboratorium mikrobiologicznego z prób czystościowych pobieranych na oddziałach. Szkolimy w zakresie higienicznego mycia rąk i dezynfekcji, jak nie przenosić zakażeń szpitalnych pomiędzy jednym, a drugim pacjentem. Dbamy o nierozprzestrzenianie się zarazków.
Pielęgniarki epidemiologiczne są trochę, jak detektywi. Na wszystkich oddziałach mają nawet coś na kształt siatki szpiegowskiej. Ściśle współpracują z nimi BHP-owcy. Myli się ten, kto myśli, że BHP w szpitalu nie różni się niczym od tego z firmy nie związanej ze służbą zdrowia.
- Takie np. rusztowanie jest namacalne, a u nas działają czynniki nienamacalne, wprowadzane przez drogi oddechowe, najczęściej chemiczne i biologiczne - wyjaśnia Dorota Murszewska, z działu BHP. - Występują u nas także czynniki rakotwórcze, a czasem wystarcza zwykły lateks, aby uczulić personel. Kierujemy więc pracownika na badania, staramy się zlikwidować problem, sprawdzamy, czy rzeczywiście uczula go lateks, czy może środek chemiczny, który właśnie został wprowadzony.
Więcej: trojmiasto.pl
|
|